KALENDARIUM ŻYCIA CHOPINA KALENDARIUM ŻYCIA CHOPINA

Rok 1848 Rok 1848

Początek lutego. Wiele dni w łóżku, chory na grypę.

7 lutego. George Sand do Maurycego: „W gazetach piszą, że Chopin daje koncert przed wyjazdem. Czy nie wiesz, dokąd jedzie? Do Warszawy czy po prostu do Nérac [miejsce pobytu Solange]?”

10 lutego. Chopin w liście do Ludwiki Jędrzejewiczowej: „Co się mnie tyczę, zdrów jestem, jak mogę. Pleyel, Perthuis, Léo, Albrecht namówili mnie na koncert. Od tygodnia już miejsca nie ma. Dam go w salonie Pleyela 16-go tego miesiąca. Tylko 300 biletów po 20 fr. Będę miał piękny świat paryski. Król kazał wziąć 10, królowa 10, księżna Orleanu 10, ks. Montpensier 10, chociaż żałoba i nikt z nich nie będzie. Zapisują się na drugi, którego zapewne nie dam”. Refrenicznie wraca do tematu George Sand: „zapomina się, szołomi jak może, i nie obudzi się, aż ją bardzo zaboli serce, które przywalone teraz głową. Ja mój krzyżyk zrobiłem. Niech ją Pan Bóg kocha, jeżeli nie umie rozeznać prawdziwego przywiązania od pochlebstw. [...] Zresztą za kaprysami takiej duszy nikt nie będzie mógł nigdy iść w tory”. O sobie: „Czas wielki doktor. Dotychczas jeszcze jestem nieswój. Dlatego nie piszę do Was, bo co zacznę, to palę”.

11 lutego. Do rodziny o zamierzonym koncercie: „Afiszów nie będzie, ani biletów darmo. Salon wygodnie urządzony, może 300 osób pomieścić. Pleyel żartuje zawsze z mojej głupoty i na zachęcenie do koncertu schody kwiatami ubierze. Będę jak w niebie i prawie tylko znajome twarze napotkają oczy moje. Mam już u siebie fortepian, na którym gram”.

Polowa miesiąca. Któregoś dnia z Konstantym Gaszyńskim na obiedzie u Delfiny Potockiej. Gospodyni śpiewała, Chopin akompaniował i grał.

16 lutego. W salonie Pleyela daje koncert, ostatni paryski. Gra etiudy, preludia, mazurki, walce, nokturn, Berceuse i Barkarolę, a wraz z Auguste Franchomme’em własną Sonatę wiolonczelową g-moll i Mozarta Trio E-dur (przy współudziale skrzypka D. d’Alarda). Partie instrumentalne przedziela śpiew w wykonaniu A. Molina de Mendi i Gustava Hypppolyte’a Rogera. Entuzjastyczna recenzja w „Gazette Musicale”. Astolphe de Custine do Chopina w reakcji na przeżycia koncertowe: „Przybyło Panu cierpienia i poezji: melancholia utworów jeszcze bardziej przenika serce”.

Koniec lutego. Przechodzi „ciężką grypę”.

22 lutego. Wybuch rewolucji lutowej w Paryżu. Ograniczenie liczby lekcji i – środków do życia.

28 lutego. Solange Clésinger rodzi córkę, która umiera w tydzień później. Pełne troski listy i reakcje Chopina.

3 marca. Do Solange: „Narodziny Pani córeczki sprawiły mi większą radość niż narodziny Republiki. [...] Paryż jest spokojny ze strachu. Wszyscy są zjednoczeni. Wszyscy należą do gwardii narodowej”.

4 marca. Ostatnie, przypadkowe spotkanie z George Sand w domu Charlotty Marliani; Chopin zawiadamia ją, że została babką. George Sand: „W Krakowie się biją, a Pana tam nie ma?”

5 marca. Justyna Chopin „Dziś Twoje imieniny [...] niech Cię Bóg błogosławi w tym i przyszłym życiu”.

9 marca. W pracowni rzeźbiarskiej Auguste’a Clésingera, również w paru dniach następnych, w związku ze śmiercią córeczki.

20 marca. Wiosna Ludów w Wielkopolsce; powstanie pod dowództwem Ludwika Mierosławskiego.

4 kwietnia. Do Juliana Fontany w Nowym Jorku: Jeżeli chcesz dobrze zrobić, to siedź cicho i wracaj dopiero, kiedy się coś na pewno zacznie. Zbierają się nasi w Poznaniu. Czartoryski pierwszy tam pojechał, ale Bóg wie, jaką to drogą wszystko pójdzie, żeby znów Polska była [...] Ale jak się zacznie, to całe Niemcy się zajmą, Włochy już zaczęły. Mediolan wypędził Austriaków, ale siedzą jeszcze po prowincjach i będą się tłuc. [...] Moskal zapewne u siebie będzie miał biedę, jak się trochę wyruszy na Prusaka. Chłopy galicyjskie dały przykład wołyńskim i podolskim, i nie obejdzie się bez strasznych rzeczy, ale na końcu tego wszystkiego jest Polska, świetna, duża, słowem: Polska. Więc mimo niecierpliwości naszej czekajmy, aż się dobrze karty pomieszają, żeby na próżno nie tracić siły, tak potrzebnej we właściwej chwili. Ta chwila blisko, ale nie dziś. Może za miesiąc, może za rok”.

19 kwietnia. George Sand do Maurycego: „Widziałam dziś Solange. Czuje się dobrze i brzydnie w oczach. [...] Chopin wciąż wyjeżdża nazajutrz...”

20 kwietnia–23 listopada. Siedem miesięcy w Anglii. Opiekunowie: Stanisław Egbert Koźmian, poeta i powstaniec, Karol Franciszek Szulczewski, sekretarz Towarzystwa Przyjaciół Polski w Londynie, a przede wszystkim Jane Wilhelmine Stirling i jej siostra, Katherine Erskine, „moje poczciwe Szkotki”, inicjatorki tej zarobkowej podróży. Daje lekcje i koncertuje w salonach arystokracji i w salach publicznych. Poznaje cały ówczesny wielki świat Anglii, od królowej Wiktorii do Karola Dickensa. O lady Byron: „bardzo niby sympatyzujemy i rozmawiamy jak gęś z prosięciem, ona po angielsku, a ja po francusku. Rozumiem, że znudziła Byrona”.

Koniec kwietnia. W Londynie, u lady Gainsborough, gra przed małym kręgiem słuchaczy wobec „najwyborniejszego świata arystokrackiego tutejszego” („oni tu imionami i wielkościami żyją”). W liście do rodziny długa lista zapamiętanych pośród słuchaczy sław.

Początek maja. Podobny kameralny recital u markiza Williama Alexandra Douglasa: utytułowani goście, księżne i ladies, wiele „sławnych tu piękności”. Spotyka też swoje dawne uczennice.

4 maja. Podziwia Jenny Lind w Lunatyczce Belliniego, we Włoskim Teatrze: Jest z niej Szwed-oryginał, nie w zwyczajnym świetle – ale w jakichś polarnych zorzach. Ogromny efekt w Somnambuli robi”.

12 maja. Na obiedzie z Jenny Lind, „która mi potem aż do północy szwedzkie rzeczy śpiewała. Taki charakter odrębny, jak nasz odrębny. My słowiańskiego, oni coś skandynawskiego mają, co zupełnie różne, aleśmy bliżsi siebie niż Włoch Hiszpanowi”. W tych dniach słucha również Pauliny Viardot, która w Covent Garden śpiewała mazurki Chopina z podłożonymi słowami; „kazali powtórzyć”.

13 maja. Do Wojciecha Grzymały: „Filharmonię mi ofiarowano, żeby grać, ale nie chcę, bo to z orkiestrą. Byłem tam, obserwowałem. [...] Orkiestra ich jak rozbif albo i zupa żółwiowa, mocna, tęga, ale tylko to”. Żyje sprawami kraju. „Tutaj wszystkie nowiny najsroższe wiem o Księstwie Poznańskim przez Koźmiana Stanisława i Karola Franciszka Szulczewskiego, do którego mi [Bohdan] Zaleski dał słowo. Bieda i bieda.” 9 maja nastąpił w Wielkopolsce upadek powstania.

15 maja. W salonie ks. Sutherland w Stafford House gra w obecności królowej Wiktorii, jej męża, ks. Alberta, Wellingtona i innych wysoko utytułowanych osób. Oprócz własnych mazurków i walców – Mozarta Wariacje g-moll na dwa fortepiany, wspólnie z Julesem Bénedictem. W koncercie bierze udział trzech śpiewaków: Luigi Lablache, Antoni Tamburini i Giuseppe Mario.

1 czerwca. Słucha Jenny Lind w Łucji z Lammermooru Donizettiego. Heinrich Heine o szwedzkiej śpiewaczce: „śpiewająca dziewczęcość, wyśpiewane dziewictwo”.

2czerwca. Do Wojciecha Grzymały: „Stara Rothschildowa pytała mi się ile kosztuję [...] więc odpowiedziałem, że 20 gw[inei]. Ona poczciwa, dobra widać, na to mi odpowiada, że bardzo pięknie gram, to prawda, ale ona radzi, aby mniej wziąć, bo tej season trzeba więcej modereszon”. Dodaje: „Żebym od kilku dni krwią nie pluł, żebym był młodszy, żebym nie był zwalony na łeb od przywiązania, tak jak jestem, tobym może mógł nowe życie zacząć”.

23 czerwca. U lady Adelaide’y Sartoris (śpiewaczki Adelajdy Kemble) w Eaton Pałace daje koncert dla 150 osób. Gra mazurki, walce, etiudy i Berceuse. Udział bierze tenor Giuseppe Mario.

30 czerwca. Do Solange Clésinger, po wieściach z Paryża o stłumieniu powstania robotniczego: „Mieszka Pani tak blisko rogatek, gdzie tyle krwi się polało. Spodziewam się, że pośród ofiar ostatnich dni nie było nikogo z Waszych przyjaciół”.

5 lipca. Słucha gry przedstawionego mu młodego pianisty Ignacego Krzyżanowskiego. Wpisuje mu do sztambucha: „Niech Ci Pan Bóg pomaga w Twojej pracy”.

7 lipca. Koncertuje u lorda E. Falmoutha przy St. James’s Square z udziałem Pauline Viardot, która śpiewa m.in. jego mazurki z francuskimi słowami. Chopin gra etiudy, preludia, mazurki, jakiś nokturn, Berceuse, Scherzo b-moll, jedną z ballad i walce.

15 lipca. Żali się autoironicznie Wojciechowi Grzymale, iż uczy rozmaite panienki, którym jest to potrzebne tylko po to, „żeby powiedzieć, że ma ode mnie lekcje”. Nie ocenia wyjazdu zbyt pozytywnie: „Zebranego grosza może będę miał wszystkiego, strąciwszy mieszkanie, powozy, ze 200 gwinei (do 5000 franków). We Włoszech można żyć rok, ale tu ani pół. [...] U królowej nie grałem, chociaż przed królową grałem u Sutherlandowej. [...] Więc może mi jaki dyrektor królewski buty uszył, żem mu wizyty nie oddał”. Jest w złym nastroju: „mam rozigrane nerwy; cierpię na jakąś tęsknotę głupią i mimo całej rezygnacji mojej, nie wiem [...] co z sobą zrobię”. Kończy pytaniami: „Co Sol[ange] robi? A jej matka?”

18 lipca. Zły nastrój się pogłębia: Ja już się smucić ani cieszyć nie umiem – wyczułem się zupełnie – tylko wegetuję i czekam, żeby się prędzej skończyło”.

5 sierpnia. Wyjeżdża z Londynu na kilkutygodniowy pobyt w Szkocji u rodziny Jane Wilhelmine Stirling, u lorda J. S. Torphichena w Calder House i u rodziny doktora Łyszczyńskiego w Edynburgu.

6 sierpnia. Do Auguste Franchomme’a: „Słucham ślicznych pieśni szkockich [...] Czuję się jak np. osioł na balu maskowym albo jak struna skrzypcowa E naciągnięta na basetli – zdziwiony, zbity z pantałyku, oszołomiony”.

18 sierpnia. Do Juliana Fontany: „Jesteśmy stare cymbały, na których czas i okoliczności swoje tryliki nieszczęsne powygrywały. [...] Nie umiemy tonów nowych wydawać pod kiepskimi rękami i dusimy w sobie wszystko, czego dla braku lutnisty już z nas nikt nie wydobędzie. Ja już ledwo dyszę: je suis tout prêt à crevez a ty łysiejesz zapewne i zostaniesz jeszcze nad moim kamieniem jak te wierzby nasze, pamiętasz? – co to goły łeb pokazują. [...] Wegetuję, czekam zimy cierpliwie. Marzę to o domu, to o Rzymie [?], to o szczęściu, to o biedzie. Nikt mi dziś do gustu nie gra, a tak się wyrozumiały zrobiłem, że mógłbym Sowińskiego oratorium z przyjemnością słuchać i nie umrzeć”.

19 sierpnia. Do rodziny: „Żeby ten Londyn nie był taki czarny, a ludzie nie tacy ciężcy i odoru węglowego ani mgły nie było, to bym już i po angielsku się nauczył. Ale ci Anglicy tacy różni od Francuzów, do których jak do swoich przylgnąłem; tak wszystko na funty biorą, sztuki dlatego lubią, że to lux; poczciwe serca, ale takie oryginały, że rozumiem, jak można samemu zesztywnieć albo się w machinę obrócić.

Żebym był młodszy, to bym się może i na machinę puścił, dawałbym koncerta po wszystkich kątach i wygrywał najbezgustowniejsze awantury (byle za pieniądze!); ale teraz...”

28 sierpnia. Koncertuje w Manchesterze, w Concert Hall, za 60 gwinei. „Bardzo dobrze mię przyjęto; musiałem 3 razy usiąść do fortepianu. Sala piękna, 1200 osób.” W koncercie bierze udział troje śpiewaków (Alboni, Corberi i Salvi), odnosząc sukcesy w ariach Rossiniego, Belliniego, Donizettiego i Verdiego. Chopin gra w pierwszej części jakiś nokturn i Berceuse, w drugiej – mazurka, balladę (f-moll) i walca. Dwa dni później w „Manchester Guardian” sprawozdanie z koncertu. Recenzja szczegółowa 9 września w londyńskim „The Musical World”: „Niewątpliwie gra jego jest bardzo wykończona – może za bardzo i może raczej zasługiwałaby na miano finezyjnej – a jego delikatność i ekspresyjność są bezbłędne, brakowało im jednak zadziwiającej potęgi Leopolda Meyera, siły Thalberga, rozmachu Herza lub wdzięku Sterndale Benneta. Niemniej jednak p. Chopin jest z pewnością wielkim pianistą i nikt nie może go słuchać, nie doznając pewnej dozy rozkoszy”.

1 września. Do sztambucha Fanny Erskine wpisuje Wiosnę do słów Stefana Witwickiego.

4–9 września. Do Grzymały o wrażeniach z pobytu wśród szkockiej arystokracji: „To tylko kuzyni i kuzynki wielkich familii i wielkich imion. [...] Cała konwersacja genealogiczna zawsze podobna do Ewangelii, co to ten zrodził owego, a ów tamtego a tamten innego, i tak dwie karty aż do Pana Jezusa”. A poza tym: „Nudzą mnie ludzie swoimi zbytnimi opiekami. I odetchnąć nie mogę i pracować nie mogę. Czuję się sam, sam, sam, chociaż otoczony”.

9 września. Do Solange Clésinger: „Kiedy w gronie przyjaciół angielskich grałem moją Sonatę b-moll, zdarzyła mi się niezwykła przygoda. Wykonałem mniej więcej poprawnie allegro i scherzo i już miałem zacząć marsz [żałobny], gdy nagle ujrzałem wyłaniające się z na wpół otwartego pudła fortepianu przeklęte widziadła, które pewnego wieczoru ukazały mi się w Chartreuse [na Majorce]. Musiałem wyjść na chwilę, żeby się opamiętać, po czym bez słowa zacząłem grać dalej”.

27 września. Koncert w Glasgow, w Marchant Hall. W poranku tym bierze udział również śpiewaczka Giulietta Adelaiso. Chopin wykonał program składający się z Impromptu op. 36, paru Etiud z op. 25, paru nokturnów, Berceuse, jednej z ballad oraz preludiów, mazurków i walców. Wśród słuchaczy Marcelina Czartoryska („taka sama dobroć, jak przeszłego roku. Odżyłem cokolwiek pod ich polskim dachem”) i „kilkadziesiąt noblessy”. Już następnego dnia w „Glasgow Courier” recenzja niezwykle pochlebna: gra Chopina „w ciągu półtorej godziny zachwycała i przykuwała każdego z obecnych. [...] Sposób, w jaki pan Chopin traktuje fortepian, jest właściwy tylko jemu, a jego styl jest harmonijnym połączeniem elegancji, plastyki i humoru [?]. Wszystkie numery programu były gorąco oklaskiwane, a publiczność, kiedy opuszczała salę, opuszczała ją z wyrazem najwyższego zadowolenia”.

1 października. Żale, utyskiwania, jeremiady w licznych w tym czasie listach do Wojciecha Grzymały: „Słabszy się czuję – nic nie mogę komponować, nie tyle dla braku chęci, jak dla fizycznych przeszkód, bo się tłukę co tydzień na innej gałęzi [...] Bo moje Szkotki pokoju mi nie dają, tylko albo po mnie przyjeżdżają, albo mnie po familii wożą [...] – one mnie przez dobroć zaduszą, a ja im tego przez grzeczność nie odmówię. [...] Niedługo i po polsku zapomnę – po francusku z angielska mówić będę – a po angielsku nauczę się ze szkocka i wyjdę na starego Jaworka [Józefa Jawurka], co 5-cioma językamimówił naraz”. Przejmujący opis trybu codziennych zajęć i samopoczucia: „Całe rano np. aż do 2-ej jestem teraz do niczego – a potem, jak się ubiorę, wszystko mnie żenuje i tak dyszę aż do obiadu, po którym dwie godziny trzeba siedzieć z mężczyznami u stołu i patrzyć co mówią i słuchać jak piją. Znudzony na śmierć (myśląc o czym innym jak oni) [...] idę do salonu, gdzie trzeba siły całej duszy, żeby siebie trochę ożywić – bo wtenczas zwykle ciekawi mnie słyszeć – potem odnosi mię po schodach mój poczciwy Daniel do sypialnego pokoju [...] Rozbiera, kładzie, zostawia świecę i wolno mi dyszeć i marzyć aż do rana, póki się znów to samo nie zacznie”.

2 października. Do Marie de Rozières o Szkocji: „Toalety, diamenty, krosty na nosie, najpiękniejsze włosy, najpiękniejsze figury, istoty szatańsko piękne i szatany pozbawione piękności. Ostatnia kategoria wszędzie najczęściej reprezentowana”. O planowanym wyjeździe Clésingerów do Petersburga: „Jeżeli Sollange] pojedzie do Rosji, kto jej będzie mówił o Francji? Do kogo będzie mogła przemówić po beryszońsku? Wydaje się, że to nie ma znaczenia, a przecież jest największą dla nas pociechą w obcym kraju, kiedy ktoś przenosi nas do ojczyzny za każdym razem, kiedy na niego spojrzymy, kiedy z nim mówimy lub kiedy go słuchamy”.

4 października. Koncert w Edynburgu, w Hopetown Room. Chopin gra Andante spianato z op. 22, Berceuse, Balladę f-moll, któreś impromptu, jakieś largo oraz etiudy, preludia, nokturny, mazurki i walce, w Anglii wzbudzające zawsze szczególny zachwyt. Do Adolphe Gutmanna: „Grałem w Edynburgu; cała arystokracja okoliczna się zebrała, by mnie usłyszeć, mówią, że było dobrze – trochę powodzenia i trochę pieniędzy. W tym roku byli w Szkocji: Liszt, Grisi, Alboni, Mario, Salvi – słowem wszyscy”. Po trzech dniach pozytywna recenzja w „Edinburgh Courant”.

12 października. Katherine Erskine, siostrze Jane Wilhelmine Stirling, dedykuje rękopis Walca H-dur, utworu nieznanego, być może skomponowanego w Szkocji. Do Wojciecha Grzymały: „P. Erskine, która bardzo religijna protestantka, poczciwa, może by mię chciała protestantem zrobić – bo mi Biblię przynosi, o duszy mówi – psalmy mi notuje [...] zawsze mi gada, że inny świat lepszy jak ten – a ja to umiem na pamięć i odpowiadam cytatami z Pisma ś-go”.

16 października. Do Gutmanna: „Jestem w Szkocji, w tym pięknym kraju Walter Scotta, ze wszystkimi wspomnieniami o Marii Stuart, dwóch Karolach itp. Włóczę się od jednego lorda do drugiego, od jednego hrabiego do drugiego. A wszędzie przyjmują mnie z najserdeczniejszą życzliwością i gościnnością bez granic, wszędzie znajduję doskonałe fortepiany, piękne obrazy i doborowe biblioteki; również polowania, psy, obiady bez końca, wreszcie piwnice, z których najmniej korzystam. [...] Piszę z domu lorda Torphichena. Tutaj właśnie nad pokojem, który zajmuję, John Knox, reformator szkocki, pierwszy raz dawał komunię. Wszystko to przemawia do wyobraźni [...] jest nawet jakaś czerwona czapeczka, która się przechadza o północy. A ja się tam przechadzam z moją niepewnością”.

21 października. O Anglikach: „Sztuka tutaj, to malarstwo, snycerstwo, architektura. Muzyka nie jest sztuką i nie nazywa się sztuką i jeżeli powiesz: artysta, to ci Anglik myśli, że malarz, architekt, snycerz. A muzyka jest profesją, nie sztuką”. O Angielkach: „Wszystkie zaglądają na ręce i grają z wielką duszą fałszywe nuty”.

30 października. Do Wojciecha Grzymały, w odpowiedzi na jego pocieszenia i zapytania, powodowane być może ogólnie widoczną sympatią, którą okazywała Chopinowi Jane Wilhelmine Stirling: „Żebym się mógł nawet zakochać w czymciś, co by mnie także kochało, jakbym sobie życzył, to bym się jeszcze nie żenił, bobyśmy nie mieli co jeść i gdzie siedzieć. [...] Biedę klepać samemu wolno, ale we dwoje to największe nieszczęście. [...] Zresztą niepotrzebnie Ci to wszystko piszę... [...] A więc o żonie nie myślę wcale, ale o domu, o Matce, Siostrach. [...] Tymczasem moja sztuka gdzie się podziała? A moje serce gdziem zmarnował? Ledwie że jeszcze pamiętam, jak w kraju śpiewają. Świat mi ten jakoś mija, zapominam się, nie mam siły”. Pisze swego rodzaju testament, „rodzaj porządku z moimi gratami do zrobienia w przypadku gdybym gdzieś...”

31 października. Powrót do Londynu. „Tłukłem się po Szkocji, ale teraz już za zimno”. W Londynie wyraźne pogorszenie zdrowia. „Doktor co dzień mnie odwiedza (homeopata Dr Mallan)”. Chorym opiekuje się ks. Marcelina Czartoryska: „Taka dla mnie dobra, że nieledwie co dzień jak do szpitala przychodzi”.

16 listopada. Gra po raz ostatni publicznie, w Guild Hall – na wencie na rzecz weteranów Powstania Listopadowego. Bierze w niej udział na zaproszenie lorda Dudleya Stuarta, prezesa Towarzystwa Przyjaciół Polski; jego występ przechodzi prawie nie zauważony. Do Stanisława Egberta Koźmiana: „Skończyłem swój zawód publiczny. Wszakżesz macie we wsi kościółek, dajcież mi na resztę dni kącik jaki i kawał łaskawego chleba, a za to wam grać będę hymny na cześć Królowej Korony Polskiej”.

17–18 listopada. Do Wojciecha Grzymały: „Nie przeklinałem nigdy nikogo, ale tak mi jest już nieznośnie teraz, że zdaje mi się, żeby mi lżej było, żebym mógł przekląć Lukrecję [Floriani]... Ale i tam cierpią zapewne, cierpią tam tym bardziej, że się pewnie starzeją w złości”.

23 listopada. Wyjeżdża „z tego psiego Londynu” pod opieką Leonarda Niedźwieckiego i służącego, koleją żelazną do Falkeston, stamtąd promem do Boulogne sur Mer. Do Wojciecha Grzymały: „Każ w piątek bukiet fiołkowy kupić, ażeby w salonie pachniało”. W Paryżu 24 listopada.

8 grudnia. George Sand do Pauline Viardot: „Czy widziała Pani Chopina w Anglii i czy może mi Pani przesłać jakieś wiadomości?” Odpowiedź tydzień później: „Chopin wrócił z Londynu, ale bardzo chory. [...] Szkockie mgły mu zaszkodziły”.

Koniec roku. Pauline Viardot do George Sand: „Mówi o Pani zawsze z najwyższym szacunkiem i stwierdzam stanowczo, że nigdy nie mówi inaczej”. Z tego czasu pochodzi portret Chopina malowany przez Antoniego Kolberga. Przyjmuje się, że w 1848 lub na początku 1849 roku powstały przedostatnie utwory: Walc a-moll (WN 63) i Mazurek g-moll (WN 64).


Galeria fotografii »
 
mini mini