Listy Chopina Listy Chopina

Ludwika Jędrzejewiczowa do Fr. Chopina w Paryżu

[Warszawa], d. 8 maja 1836

Nadawca: Jędrzejewiczowa Ludwika (Warszawa)

Adresat: Fryderyk Chopin (Paryż)


Kochane, drogie Papisko ułożyło Ci wierszyk, który wiem, jak Cię rozrzewni; ale prawda, iż pomimo że czuję dobrze, jak to trudno Tobie być punktualnym, nie uwierzysz, najdroższy Fryciu, jakiej doznajemy sensacji, kiedy... już wiesz co, bo nie śmiem nudzić Cię wypisywaniem tyle już w listach naszych powtarzanego wyrazu, na który, jak nieraz, tak i w tej chwili, może byś się skrzywił albo całej osoby poruszeniem wydał: ach! więcej niecierpliwe jak sentymentalne. Nie byłoby to con fuoco, ale też nie con cuore, a jakkolwiek con anima[1], wolę westchnienie do nas w innym znaczeniu; tere bzdere długie, które w inny znowu sposób Cię nudzi. Mój najdroższy, co od nas może wyjść innego, jak nudota i czczość? Gdybyś nie tylko ten list, ale wszystkie, jakie dotąd odebrałeś, zebrał i chciał treść wycisnąć, cóż byś więcej znalazł, jak to, że Cię nad życie kochamy, że Tobą żyjemy, że Cię tym przywiązaniem czasem trochę wiele nudzimy i chociażbyśmy radzi tylko miłe robić Ci wrażenia, nie odmienimy się aż do owej chwili, kiedy zupełna zmiana w organizmie i postaci, i życiu naszym nie zajdzie. W przyszły tydzień p. Nakwaska Anatolowa wybiera się do Ciebie. Znowu zazdrość wzbudzona i zazdrość bez nadziei ziszczenia, lubo zdrowi jesteśmy wszyscy; tylko jeszcze koleje żelazne nie gotowe. Ale za to potem, to jak dziś w niedzielę i każde święto u Rodziców, tak jeden dzień w miesiącu u p. Fryca. Ja bym już i na jeden w życiu przystała, byleby i ten kiedy nastąpił. Mówią, że nadzieja głupich szczęście; pochlebiam sobie, że się przecież mogę liczyć w tym rzędzie, a nie wiem, dlaczego nie zdaje mi się, żebym Ciebie kiedy inaczej, jak tak nieznośnie przez te papierki uściskać mogła! Mój drogi, co się też to z tymi dziećmi, Kaziem i Felciem, zrobiło, jakie to już chłopcy! Jeden się żeni, a ten drugi też już niby do dojrzałości dochodzi. Niezmiernie zrobił się podobny do... co ja robię, zapomniałam, żeś Ty ich widział. Jaki to Antoś musi być już człowiek! Pani Wodzińska jedzie do wód, dopiero tu wraca. Brocki umarł. Pani Fryderykowa bardzo źle. Lindowa wyjeżdżała w tych dniach, ale nie wyszła jednakże z niebezpieczeństwa. Co ja też zapomniałam Ci napisać w ostatnim liście, a tak mnie prosił Zieliński, żebyś korzystał z okazji p. Steinkellera i przez niego ten nieszczęśliwo-uszczęśliwiający smyczek przysłał. Nb. to nie Zielińskiego są wyrazy, tylko moje; dlatego się z tego tłumaczę, żeby Twój wielbiciel nie popadł podejrzeniu, że Ci może brać za złe, żeś dotąd prośbie jego, część wielką pociech życia stanowiącej, zadość nie uczynił. Co się odwlecze, to nie uciecze, to prawda, ale Steinkeller lada dzień spodziewany; z nim może i smyczek, to tak będzie dla tego biednego Zielińskiego, jak dla nas, kiedy Briefträger w pewnym, oczekiwanym czasie, zamiast pod adresem Papy, z Paryża do jakiego pensjonarza podpisany list niesie. „Ah! pardon, Monsieur, ce n'est pas pour Vous que je l'ai dit!"[2] Przypomniał mi się Twój przedziwny kamerdyner. — Ojciec Łusi, który w tych dniach odwiedził Rodziców, wiele o Tobie z nimi rozmawiał, przypomniał sobie, jak mile z Tobą czas długi przepędził. Powiedziałam mu dopiero o ożenieniu Albrechta, gdyż Łusi się zdawało, że ojciec go nie zna: ucieszyła go ta nowina, która, jakkolwiek stara, była mu nowością. Już to my w nowości „pani Bona umarła" obfitujemy, a jak jest gdzie co o Tobie, to tak cieszymy, jak z „Carl Minter in Warschau". — Mleczko, będąc u nas, kazał Cię uściskać serdecznie i powiedzieć, żebyś to z równym sercem przyjął, gdyż podobno mówił: „[nie] bardzo jestem u niego w łaskach; nim się starałem o Olesię, było jako tako, ale jak się ożeniłem, tak się gniewał na mnie i nie lubił mnie, bo on chciał Olesi dla Tytusa. Ale ja go dlatego zawsze kocham i teraz, kiedy już trudno to odrobić, niech przyjacielskie prawdziwe przyjmie uściśnienie, nie gniewa się i kocha nas oboje jak my jego." I Olesia, i Matka, i wszyscy bardzo prosili, aby Cię ucałować od nich. Olesia uczy się grać od Szwarcbacha, który przejęty Twoją kompozycją i Twoje tylko gra rzeczy, i ją zaczął nimi karmić; tylko zaczyna od rzeczy dla niej strawniejszych, jako to mazurków, walca, które jednak... ale dość tego, bo jeszcze Izabela ma napisać. — Pani Diller pisała do Mamy. Poczciwe, widać nic nie wzmiankują o Twej słabości; a nie obmawiając, jeszcze się im nie odpisało, z czego pewnie tryumfujesz, — Adieu, najdroższy nasz Fryciu, bądź zdrów, szczęśliw, kochany, kochający nas, piszący i wierzący, że nie ma istot przywiązańszych jak my do Ciebie. L.J. Mąż Cię ściska, a Dziudek każe Ci powiedzieć, że Toto dzecny. Nb. w tej chwili i to nowina, gdyż mu się to często nie zdarza. — Wszedł Wiesiołowski Teofil, który Cię też pozdrawia; ale Żywnego nie ma, bo ma różę na nodze. Sam się leczy. Ma się rozumieć, niewiele wydaje na lekarstwa, ale już jest lepiej. Siedzi na kanapie z nogami, na której jednej kwiatek ten siedzi, i kontent. Sądzę, że na przyszłą niedzielę pomnoży liczbę wistowych. — Jeszcze raz adieu i z duszy uściśnienie!


[1] Con fuoco... con cuore... con anima (wł.) — z ogniem... z sercem... z myślą.
[2] Ah! Pardon... dit — Ach! Przepraszam pana, to nie do pana się odnosiło.
Nadawca Adresat