Listy Chopina Listy Chopina

Józef Elsner do Fr. Chopina w Paryżu

Warszawa, 27 listopada 1831

Nadawca: Elsner Józef (Warszawa)

Adresat: Fryderyk Chopin (Paryż)


Kochany przyjacielu! Dowiaduję się z wielką przyjemnością, że pierwszy fortepianista (jak pisałeś) Kalkbrenner przyjął cię tak dobrze; (znałem dobrze jego ojca w Paryżu r. 1805, a wtenczas już młody jego syn słynął między pierwszymi fortepianistami). Tym więcej mnie to cieszy, że ci przyrzekł odkryć tajemnice swej sztuki. To mnie jednak zadziwia, że do tego oznacza czas trzyletni! Miałżeby od pierwszego zaraz widzenia cię i posłyszenia poznać, iż tyle czasu potrzebować będziesz do pojęcia jego metody?! żeś geniusz twój muzyczny tylko dla klawikordu i twoje usposobienie kunsztowe tylko dla tego rodzaju kompozycji poświęcić powinien? Spodziewam się, że po dalszym i bliższym poznaniu się z tobą, odmieni swój wyrok. Jeśli swymi wiadomościami artystycznymi sztuce naszej w ogólności w osobie twojej zechce się przysłużyć, jeśli będzie twym przyjacielem, wywdzięczaj mu się jako uczeń. Co do mnie wyznaję, że chętnie chciałbym mieć za ucznia twego przyjaciela Linowskiego. Wiele w nim zapału do muzyki i dosyć talentu do kompozycji. Ale on musi pracować po całych dniach prawie, by zarobić na życie i oszczędzić parę złotych na przyszłość. Ale co do ciebie, a nawet i co do Nideckiego, nigdym o tym nie myślał, by z was zrobić moich uczniów; mówię to z pychą, jakkolwiek sobie winszuję, żem wam dawał lekcje harmonii i kompozycji. W nauce kompozycji nie należy podawać przepisów, szczególniej uczniom, których zdolności są widoczne; niech sami je wynajdą, by mogli niekiedy sami siebie przewyższyć, niech mają środki znalezienia tego, czego jeszcze nie znaleziono. W mechanizmie sztuki, w posunięciu się nawet w części jej wykonawczej nie tylko trzeba, żeby uczeń zrównał się z mistrzem swoim i przeszedł go, ale żeby jeszcze miał i coś własnego, czym by także mógł świetnieć. Granie na instrumencie nawet najdoskonalsze, np. Paganiniego na skrzypcach, Kalkbrennera na fortepianie, ze wszystkim, czym ono czaruje, czy to przez charakter właściwy instrumentu, czy to przez oryginalność kompozycji zastosowanej do uwydatnienia i podniesienia jego przymiotów — granie to, samo w sobie uważane, jest tylko środek na polu muzyki jako mowy uczuć. Rozgłos, jakiego używali niegdyś Mozart, a potem Beethoven jako fortepianiści, dawno już przebrzmiał i ich kompozycje fortepianowe, mimo oporu zawartej w nich cechy zacności klasycznej, musiały ustąpić smakowi nowszej mody. Za to inne ich utwory, nie przywiązujące się do jednego wyłącznie instrumentu, ich opery, śpiewy, symfonie, żyją jeszcze między nami i istnieją obok dzisiejszych dzieł sztuki. Sapienti pauca[1]. Nie można doradzać uczniowi zbyt długiego zajmowania się jedną metodą, manierą, jednego narodu smakiem itd. To, co jest prawdziwym i pięknym, nie powinno być naśladowanym, lecz doświadczonym według swoich praw własnych i wyższych. Za wzór (jako non plus ultra) ani człowiek, ani naród służyć nie powinien; tylko wieczna i niewidzialna natura jest nim w sobie i zawiera go. Ludzie i narody dostarczają tylko przykładów, które mniej więcej szczęśliwie się udały. Na koniec, jednym słowem: to, w czym artysta (zawsze korzystający ze wszystkiego, co go otacza i uczy) zadziwia współczesnych, tylko mieć może z siebie i przez doskonalenie samego siebie. Bo przyczyna tego i jego prawdziwie zasłużonej chwały tak w teraźniejszości, jak i w potomności nie jest inna, jak jego genialna indywidualność żyjąca w jego dziełach kunsztu. Zabawiło mnie oddanie ołówka czerwonego, bo przypomniałem sobie, że JPani Szymanowską, powróciwszy z Anglii (gdzie się poznała z Kalkbrennerem) i dając koncert u nas, na próbie u siebie porozdawała czerwone ołówki dla przekreślenia tu i ówdzie niektórych taktów w Koncercie Hummla, h-minor, choć już wprzód skróciła go sobie była. Co większa, w wariacje, których autora nie przypominam sobie, a które temu samemu uległy losowi, co i biedny Hummel, umieściła jakieś andante Fielda. To nadużycie! Musieliśmy słuchać tylko panią Szymanowską i jej tylko palce podziwiać. Pojęcie całości w dziele znamieniem jest prawdziwego artysty; rzemieślnik stawia kamień na kamień, belkę na belkę kładzie. Właśnie owa zdolność pojmowania, poparta wiarą w ciągły postęp sztuki i prawdziwą dla jej prac miłością, wiedzie do wzajemnej i przyjacielskiej zachęty, przypomina dążność do pięknego celu. Ona nie dopuści, by z dzieł dawniejszych mistrzów coś bez dojrzałego rozmysłu wykreślać lub na wykreślenie pozwalać. Dlatego cieszę się, że ci samemu zostawił swobodę urządzenia się w tym względzie, do wykreślenia tego, co może jemu i jego słuchaczom zbyt długim zdawać się mogło. Resztę później. Racz oświadczyć hr. Platerowi, Woj. Grzymale, Hofmannowi itd. moje uszanowanie. Dla Lesueura, Paera, Kalkbrennera, Nadermana, Norblina najniższe ukłony. Orłowskiego proszę uściskać. Bądź zdrów i szczęśliwy tak, jak tego ci życzy twój prawdziwy przyjaciel Józef Elsner.


 

[1] Sapienti pauca (łac.) — mądremu niewiele potrzeba słów.
Nadawca Adresat