Listy Chopina Listy Chopina

Z Albumu-dziennika Chopina

[Stuttgart, po 8 września 1831]

Nadawca: Fryderyk Chopin (Stuttgart)


[Stuttgart, po 8 września 1831]

Stuttgard. Dziwna rzecz! To łóżko, do którego idę, może już niejednemu służyło umierającemu, a mnie to dziś nie robi wstrętu! Może niejeden trup leżał, i długo leżał na nim? - A cóż trup gorszego ode mnie? - Trup także nie wie nic o ojcu, o matce, o siostrach, o Tytusie! - Trup także nie ma kochanki! - Nie może się rozmawiać z otaczającymi go swoim językiem! - Trup taki blady jak i ja. Trup taki zimny, jak ja teraz na wszystko zimnym się czuję. - Trup już przestał żyć - i ja już żyłem do sytu. - Do sytu? - A czy trup syty życia? - Żeby był syty, dobrze by wyglądał, a on taki nędzny - czyżby życie tak wiele miało wpływu na rysy, na wyraz twarzy, na zewnątrz człowieczą? Czemuż żyjemy takim nędznym życiem, które nas pożera i na to nam służy, aby trupów robiło! - Zegary z wież studgardzkich nocną biją godzinę. Ach, ileż w tej chwili trupów się po świecie narobiło! Matki dzieciom, dzieci matkom poginęły - ile planów zniweczonych, ile smutku z trupów w tym momencie i ile pociechy. Iluż opiekunów niepoczciwych, ileż uciśnionych istot trupami. Zły i dobry trup! - Cnota i zbrodnia jedno! - Siostrami [słowo skreślone] kiedy trupy. Widać więc, że śmierć najlepszy uczynek człowieka - a cóż będzie najgorszym? - Narodzenie! jako wbrew przeciwne najlepszemu uczynkowi. Mam więc racją gniewać się, żem wyszedł na świat! - czemuż mnie nie pozwolono zostać się w świecie [słowo skreślone] nieczynnym? - Wszakże i tak jestem nieczynnym! - Cóż przyjdzie komu z mojego bytu! - Nie zdam się do ludzi, bo nie mam łydek ani pysków! - A choćbym i to miał, to bym nic więcej nie miał! - Cóż by było z łydkami - kiedy bez łydek być nie może! - A trup ma łydki? - Trup także, tak jak ja, nie ma łydek; i tu jeszcze jedno podobieństwo więcej. Więc niewiele mi brak do matematycznie ścisłego pobratania się ze śmiercią. Dziś jej sobie nie życzę, chyba, że wam źle, dzieci. Że i wy nic sobie lepszego nad śmierć nie życzycie! - Jeżeli nie, pragnę was jeszcze widzieć - nie dla mojego bezpośredniego, ale dla [skreślone: swojego] pośredniego szczęścia, bo wiem, jak mnie kochacie. Ona tylko udawała. Albo udaje. Oj, to sęk do odgadnienia! - Tak, nie tak, tak, nie tak, nie tak, tak, palec w palec... opsnęło się!... Kocha mnie? Kocha mnie pewno? - Niech robi, co chce. Dziś wyższe uczucie, wyższe, daleko wyższe od... ciekawości mam w duszy. [Dwie linie skreślone.] Dobrej można być pamięci - [Linia skreślona.] Ojcze, Matko, dzieci. Wszystko to, co mi najdroższe, gdzieście wy? - Może trupy? - Może Moskal zrobił mi figla! - A, zaczekaj! - Czekaj... Ależ łzy? - Dawno już nie płynęły? - Skądże to? - Wszakże suchy smutek od dawna mnie ogarnął. Ach - długo płakać nie mogłem. Jakże mi dobrze... tęskno! Tęskno i dobrze! - Jakież to uczucie? Dobrze i tęskno, kiedy tęskno, to niedobrze, a jednak miło! - Jest to stan dziwny. Ale i trup tak. Dobrze i niedobrze mu razem w jednej chwili. Przenosi się w szczęśliwsze życie i dobrze mu, żałuje przeszłego opuszczać i tęskno mu. To trupowi musi być tak, jak mnie było w chwili, gdym skończył płakać. Było to, widać, jakieś skonanie momentalne uczuć moich - umarłem dla serca na moment! Albo raczej serce umarło dla mnie na moment. - Czemuż nie na zawsze? - Może by mi znośniej było. - Sam, sam - [Trzy linie skreślone.] Ach, nie da się moja biedota opisać. Ledwo ją czucie zniesie. Ledwo serce nie pęka z uciechy i z wielkich przyjemności, jakich się w ciągu tego roku doznało. Na przyszły miesiąc paszport mi się kończy - nie mogę żyć za granicą, a przynajmniej urzędownie żyć nie mogę. Będę tym jeszcze podobniejszy do Trupa. -

***

Studgard. Pisałem poprzednie karty nic nie wiedząc - że wróg w domu - [Jedna linia skreślona.] Przedmieścia zburzone - spalone - Jaś! - Wiluś na wałach pewno zginął - Marcela widzę w niewoli - Sowiński, ten poczciwiec, w ręku tych szelmów! - O Boże, jesteś ty! - Jesteś i nie mścisz się! - Czy jeszcze ci nie dość zbrodni moskiewskich - albo - alboś sam Moskal! - Mój biedny Ojciec! - Mój poczciwiec, może głodny, nie ma za co matce chleba kupić! - Może siostry moje uległy wściekłości rozhukanego łajdactwa moskiewskiego! Paszkiewicz, jeden psiak z Mohilewa, dobywa siedziby pierwszych monarchów Europy?! Moskal panem świata? [Dwa słowa skreślone.] - O Ojcze, takież to przyjemności na twoje stare lata! - Matko, cierpiąca, tkliwa matko, przeżyłaś córkę, żeby się doczekać jak Moskal po jej kościach wpadnie gnębić [Ciebie - skreślone.] was. Ach, Powązki! Grób jej szanowali? Zdeptany - tysiąc innych trupów przywaliło mogiłę. Spalili miasto!! - Ach, czemuż choć jednego Moskala zabić nie mogłem! O Tytusie - Tytusie!

***

Studgard. Co się z nią dzieje? Gdzie jest? - Biedna! - Może w ręku moskiewskim! - Moskal ją prze - dusi - morduje, zabija! - Ach, Życie moje, ja tu sam - chodź do mnie - otrę łzy twoje, zagoję rany teraźniejszości przypominając ci przeszłość. Wtenczas, kiedy jeszcze Moskali nie było. - Wtenczas, kiedy tylko kilku Moskali tobie najgoręcej podobać się chciało, a tyś z nich kpiła, bom ja tam był - [słowo skreślone] ja, nie Grab...! - Masz Matkę? - I taką złą! - Ja mam taką dobrą! - A może wcale matki już nie mam. Może ją Moskal zabił... zamordował - siostry bez zmysłów, nie dają się - nie - Ojciec w rozpaczy, nie wie sobie rady, nie ma komu podnieść Matki. - A ja tu bezczynny, a ja tu z gołymi rękami, czasem tylko stękam, boleję na fortepianie, rozpaczam - i cóż nada[l]? - Boże, Boże. Wzrusz ziemię, niech pochłonienie [!] ludzi tego wieku. Niech najsroższe męczarnie dręczą Francuzów, co nam na pomoc nie przyszli.

Nadawca Adresat