Listy Chopina Listy Chopina

Do Józefa Nowakowskiego w Warszawie

Paryż, dnia 15 kw[ietnia] 1832

Nadawca: Fryderyk Chopin (Paryż)

Adresat: Nowakowski Józef (Warszawa)


Kochany Nowakosiu! Pytasz mi się o to, czego bym ja rad z duszy serca. Nie uwierzysz, jakbym ja ciebie chciał widzieć tutaj; i razem grać — i razem wzdychać, czuć, bawić się — tylko nie puszczaj się (jest to rzecz, której ci zataić nie mogę będąc szczerym i otwartym twoim przyjacielem), nie puszczaj się, powtarzam, bez pieniędzy, żeby przynajmniej na niejakiś czas utrzymać porządnie ci wystarczyło. Bardzo tu trudno bowiem o lekcje, a koncerta dawać jeszcze trudniej. Balliot, Herz, Blahetka zaanonsowanych tego roku nie dali koncertów; chociaż jeszcze epidemia się w mieście nie pokazała, gdy ich wieczory miały być dane. Zniechęceni bowiem tutaj i wszystkim znudzeni są ludzie z przyczyn rozmaitych, a najwięcej jednak politycznych, które tu cały kraj sparaliżowały — przy tym mnóstwo wielkie osłów a szarlatanów, tutaj więcej jak gdzie indziej goszczących, nie dozwala tak łatwo przebić się prawdziwemu talentowi. Dlatego ponieważ wszyscy do szarlatanów przyzwyczajeni, z początku nikt ci wierzyć nie będzie, że grać umiesz, ale sobie pomyśli, że twoje nazwisko zakończone na ski twoją największą zaletą. Zatem jeżeli możesz przyjechać, nie prosząc się niejakiś czas przynajmniej nikogo o nic — czekam cię ze śniadaniem porządnym lub obiadem. Upijemy się na przywitanie. Notabene nie czekam cię na wiosnę, bobyś ani włoskiej, ani francuskiej opery nie widział. Rossini odjeżdża. Rubin i, Lablache to samo, Malibran w Bruxelli, Devrient w Londynie; Francuzi zaś, Nourrit, Levasseur, Cinti z Majerberem, jadą tamże dla wystawy Roberta. Co się pianistów tyczę, Herz jedzie do Anglii. Mendelson ditto. Pixis do Niemiec, List do Szwajcarii, Kalkbrenner nie wie, co ma robić, tak się cholery boi; Hiller w Frankfurcie. Zostanie więc Bertini, Schunke, którzy są niczym przeciw Listowi lub Kalkbrennerowi. Radzę Ci zatem na później odłożyć jak do maja — przynajmniej do chwili wrócenia opery francuskiej z Londynu. Bobyś ani Roberta, ani Wilhelma, ani Mojżesza nie widział. Chciałbym, żebyś, co zapewne jest, po francusku umiał, bo lepiej się obrócić można, a wtenczas ręczę ci, że przyjemnie twój czas w Paryżu spędzisz. Poznam cię z pierwszymi talentami europejskimi; poznasz z bliska te divy, które coraz mniejsze, im się ich bliżej. — Chciałbym ci dziś mój bilet na koncert Konserwatorium ustąpić. To jest jedno, co by twoje oczekiwania przeszło. Orkiestra non plus ultra. Dają dziś symfonię Beethovena z hóami[!] i jeden kwartet jego, grany przez massę wszystkich skrzypków, altówek i violoncell orkiestry Konserwatorium; nic więcej tylko 50 skrzypków; powtarzają oni ten kwartet na żądanie. Dano go przeszłego koncertu myślałbyś, że cztery tylko instrumenta grają, ale skrzypce takie duże jak zamek, altówka jak bank, a violoncella jak luterski kościół. Kochaj mnie. Czekam Cię. FF. Chopin.

Nadawca Adresat