Listy Chopina Listy Chopina

Ludwika Jędrzejewiczowa do Fr. Chopina w Paryżu

[Warszawa], dn. 29 grudnia 1841

Nadawca: Jędrzejewiczowa Ludwika (Warszawa)

Adresat: Fryderyk Chopin (Paryż)


Mój najdroższy Fryderyku. Ty śpieszyłeś z życzeniami na Imieniny Papeczki, a my znowu z życzeniami na rok nowy. Niech Ci Bóg da to wszystko, czego tylko pragnąć możesz, a nam dozwoli widzieć się z Tobą! Pani Ste[fanowa] Wiesiołowska, Twoja chrzestna mama, pisała do mnie jedynie w tym celu, aby w tym roku u niej się zjechać. Wystaw sobie, że widziała jakiegoś pana Śmitkowskiego, który Cię znał i świeżo wrócił, i mówił jej podobno, że na przyszłą wiosnę chciałbyś się widzieć z Rodzicami, więc co prędzej pisze do nas i prosi, aby o niej nie zapomnieć; jeszcze co ją utwierdziło w tej myśli, to że był do niej na poczcie list z Paryża w tym czasie i służący wioząc zgubił. Pewna, że od Ciebie, że do niej przyjedziesz, i poczciwa, uszczęśliwiona, pisze do mnie, aby jeżeli jest ten projekt, wybrać ją i przywieść do skutku. Wyznam Ci, że serdecznie nas zobowiązała; zostawię ją w mniemaniu, że może list był od Ciebie, ale jakoś mi się nie zdaje, bo Ty na to za leniwy i zanadto zajęty jesteś. Znajdują się przecie jeszcze ludzie z sercem, co pamiętają dowody przyjaźni Rodziców naszych i kochają Ich jeszcze wraz z nami. Lecz jest wiele ludzi takich, co zapomnieli, co się dla nich robiło, i dopiero znowu w potrzebie przypomną sobie, a my zawsze jedni. — Nie uwierzysz, jakie tu bajki chodziły o wieczorze, i to od osób stąd, co i Ty. Bratowa pani Maciejowej wróciła; Olesia z matką mówiły mi, że mówiła im, iż w wielkich łaskach jesteś (wiadomość ich kuzynki przybyłej) u królowej i dworu i że dostałeś pyszny jakiś serwis; bo innym dali geld, a Tobie nie śmiano, bo wiedzą, że nie przyjmiesz; ale żeś nie wziął go, tylko prosiłeś, aby to, jeżeli chcą Ci zrobić przyjemność, Ojcu tu przysłali. Ledwie nie parskłam w nos ze śmiechu: kiedy bajda, to dobra i z sensem. Dobrze przynajmniej, że chociaż w opinii ludzkiej możesz nawet tam życzenia objawiać, i z pewnością, że tak będzie, jak żądasz. Dobrze mówiła pani Dekert nasza: „Głupich nie sieją i rodzą się", tylko nie godzi się takimi od was przyjeżdżać. Nak[wąska] podobno wizykatorie ma stawiać na twarzy; to dopiero desperacja! Mery cudownie wyleczony; czy prawda? Zupełnie zdrów, wiadomość od pani Lewockiej. Bogu dzięki. Napisz nam też, czy prawda. Żywny już dobrze, już z nami był w Wigilią, a pierwszy raz wyszedł na Papki Imieniny; poczciwy stary, — Nie masz idei, co to tu u nas teraz za festyn dla dzieci ta gwiazdka, a jak Wujaszek i Ciotka bębny psują, co cacek, kajetów, książek! A Babcia, a Dziadzia! A to, a owo! Dzieci do tego stopnia uszczęśliwione, że mały Frycek aż na nogi powstał dnia tego, aby co prędzej dotuptać do założonego rozmaitościami stołu. Frycek Ciebie nam przypominał i myślą byliśmy razem, i łamaliśmy się opłatkiem z Tobą; ale ja tylko pragnę, aby to choć raz w życiu, nim umrę, było naprawdę. Ściskam Cię, całuję po milion razy w każdy paluszek; graj, pisz, nie opuszczaj lekcyj, kochaj nas i niech Ciebie ludzie kochają. Adieu, Mąż Cię ściska serdecznie. Dzieci rączki całują. Wszystkim znajomym, zacząwszy od Mérego, kłaniaj! [Dopisek do miejsca oznaczonego gwiazdką] Et quel temps fui jamais plus fertile en miracles![1]


[1] Et quel temps... miracles — czyż były kiedy czasy bardziej płodne w cuda.
Nadawca Adresat