KOMPOZYCJE kompozycje

Ballada g-moll incypit

Gatunek: Ballada

Tonacja: g-moll

Opus lub numer Wydania Narodowego: op. 23

Data powstania: 1. wersja: 1831 (?), wersja ostateczna:1834/1835 (?)

Wg Paderewskiego: III/1

Wg Turło: 2

Obsada: fortepian

Utwór dedykowany:

baron de Stockhausen

Źródła rękopiśmienne:

Ballada g-moll; Autograf edycyjny

 

W 1836 roku, w rok po pierwszym swym scherzu, wydaje Chopin swoją pierwszą balladę. Dedykuje ją innemu z ówczesnych przyjaciół, baronowi Nathanielowi Stockhausenowi, ambasadorowi Królestwa Hanoveru. Nie tylko jego żona, ale i on sam brał u Chopina lekcje fortepianu.

 „Dostałem od Chopina Balladę” – Robert Schumann informował jesienią roku 1836 jednego z przyjaciół, Henryka Dorna. -Wydaje mi się być najbliższym jego geniuszu (choć nie: najgenialniejszym) jego dziełem. Powiedziałem mu (Schumann pisał te słowa nazajutrz po spotkaniu z Chopinem), że ze wszystkiego co dotychczas stworzył najbardziej przypadła mi do serca. Po długim milczeniu Chopin odparł z naciskiem: „To mnie cieszy, bo i ja najwięcej ją lubię, jest mi najdroższa”.

I znowu stoimy przed kilkoma zagadkami. Po pierwsze, o której z Ballad była wówczas między Schumannem a Chopinem mowa? O pierwszej, g–moll, tej dedykowanej Stockhausenowi? Lecz istniała już druga, w F–dur, którą Chopin poświęci niebawem właśnie Schumannowi. Edycja opatrzona dedykacją à Monsieur Robert Schumann ukaże się w roku 1840, ponieważ  dopiero w 1839 roku na Majorce Ballada F–dur otrzyma swój kształt ostateczny. W 1836 roku w Lipsku Schumann słyszał jej wersję wcześniejszą i odmienną. Tak więc wszystko wskazuje na to, że ową Balladą najbliższą zarazem i Chopinowi i przyszłemu autorowi Karnawału – była Ballada g–moll. Wówczas to też, w Lipsku, miał się Chopin Schumannowi zwierzyć, że do skomponowania swoich ballad został zainspirowany balladami Mickiewicza. Schumann napisał o tym w recenzji dedykowanej sobie Ballady F–durexpressis verbis.

I rodzą się kolejne pytania: kiedy nastąpił moment owej pierwszej inspiracji poezją Mickiewicza? I jak daleko czy głęboko należy ową inspirację rozumieć?

Otóż Ballada g–moll dzieli los Scherza h–moll. Nie posiada bowiem udokumentowanej ściśle metryki powstania. Wiemy jedynie, że istniała już w roku 1833, a ukazała się drukiem w trzy lata później. Tradycja utwierdzona przez monografistów i ten utwór łączy z pobytem Chopina w Wiedniu. Przypuszcza się, że tutaj został naszkicowany, a być może w Paryżu – wykończony. Przede wszystkim zaś aura, charakter i styl Ballady g–moll stawiają ją bez wątpienia bliżej Scherza h–moll, pierwszych nokturnówetiud – niż Ronda Es–dur, Wariacji B–dur lub Grand Duo Concertant. Ballada nie ma nic wspólnego ze stylem brillant, do którego Chopin powrócił w pierwszych swych latach paryskich. Jest manifestem czystego romantyzmu, którego pierwszą u Chopina eksplozję przyniosły dwa warszawsko–wiedeńskie lata  między jesienią roku 1829 a jesienią roku 1831. Można je nazwać Chopina okresem burzy i naporu.

W tym to czasie z wielką nagłością i gwałtownością przemówiło poprzez muzykę Chopina to, co własne, indywidualne, odrębne – wyrażające spontanicznie i bez oporów świat wewnętrzny kompozytora. Świat realnych przeżyć i wstrząsów, sentymentalnych wspomnień i marzeń, romantycznych wyobrażeń i fantazji. Owych przeżyć i wstrząsów życie mu w tych latach nie szczędziło. Ani w sferze uczuć patriotycznych, ani w sferze uczuć intymnych.

Jak dobrze wiadomo – pojawienie się ballady w świecie nowożytnej kultury środkowoeuropejskiej bywa wiązane z przedromantycznym prądem czy nurtem „burzy i naporu”. Ściślej, z postaciami Herdera jako teoretyka kierunku, Gottfrieda Augusta Bürgera, autora pierwszej z ballad nowego rodzaju - słynnej Lenory, a dalej: Schillera i Goethego, twórców serii Ballad i romansów – z Goethego Królem olch na czele. Mickiewicz, publikując w roku 1822 tomik Ballad i romansów, poszedł tym właśnie śladem.

Ballada stanowiła dla wszystkich utwór epicki, w którym do głosu dochodziło to, co w poezji klasycznej i wysokiej zostało odrzucone: świat zdarzeń niezwykłych i niewytłumaczalnych, tajemniczych, fantastycznych i irracjonalnych, inspirowanych wyobraźnią ludową. W ramach poetyki romantycznej stała się ballada gatunkiem – by tak rzec – „programowym”. W niej to, co realne, spotykało się z tym, co surrealne. Mickiewicz własną definicję ujął w zdaniu: „Ballada jest to powiastka osnowana z przypadków życia pospolitego (to znaczy realnego) albo z dziejów rycerskich, ożywiona dziwnością ze świata romantycznego, śpiewana tonem melancholicznym, w stylu poważna, w wyrażeniach prosta i naturalna”. I nie ulega wątpliwości, że tworząc pierwszą ze swych ballad fortepianowych – dał się Chopin zainspirować takim właśnie widzeniem tego tak bardzo romantycznego gatunku. Powstał utwór epicki, opowiadający o czymś, co się kiedyś zdarzyło, „ożywiony dziwnością”, przeniknięty „tonem melancholicznym”, ujęty w stylu serio, wyrażony w sposób naturalny, bliższy więc instrumentalnej pieśni niż kunsztownej arii.

Już od pierwszych dźwięków Ballady zostajemy objęci balladyczną aurą. Czujemy, że muzyka ta zamierza nam opowiedzieć coś niezwykłego i dziwnego. Dysonujący dźwięk es, którym kończy się recytatyw otwierający Balladę, nie zapowiada szczęśliwego końca. (Co ciekawe, w wydaniu niemieckim zamieniono go na dźwięk konsonujący d). Czujemy zarazem, że będzie to opowiadanie zdarzeń nie cudzych, a własnych. Rubato wstępnych taktów – to jakby budzenie się z zamyślenia, wydobywanie z pamięci.

I zaczyna się opowieść. Snuta melodią przedziwnie piękną, melancholicznie–nostalgiczną, wznosi się i opada w kołyszącym się miarowo metrum 6/4, nieodłącznym składniku tonu balladowego. Opowieść powoli rośnie. Wchodzi temat (czy raczej motyw) nowy i sytuacja nabiera tonów dramatycznych, jakby to, co minęło, nagle zostało uobecnione. I następuje to, co w muzyczno–balladowej opowieści musiało nastąpić: pojawia się temat szczególny (w Es–dur). Z tej, a może i nie z tej ziemi. Zrazu subtelny, rzec można zjawiskowy.

I ten temat posiada swoje rozwinięcie, swój cień, swoje nieodstępne dopowiedzenie. To, co następuje później, toczy się na kształt bliski formie, którą nazywamy sonatowym allegrem. Po ekspozycji jawi się część zwana przetworzeniem, w której oba tematy przeniesione w inną sferę tonacyjną (a–mollA–dur) ulegają gruntownemu przeobrażeniu i w której do głosu dochodzi epizod z tematem nowym.

Potem zaś repryza prezentująca oba tematy w sobie właściwych tonacjach, tyle że przedstawione w kolejności odwrotnej. I całość wieńczy koda pełna dynamizmu i blasku.

Jednak mówiąc w ten sposób o Balladzie g–moll rozmijamy się gruntownie z jej balladyczną istotą. W utworze tym bowiem toczy się przecież opowieść. I jej wątek podlega prawom epickiej dramaturgii, a nie regułom statycznej formy. Jesteśmy wciągnięci w historię, która ze sfery wspomnień uobecnia się na naszych oczach, by po chwili na nowo cofnąć się w daleki świat zdarzeń minionych. Jesteśmy świadkami zdarzeń niezwykłych, urastających do sytuacji tragicznych, świadkami przeobrażeń (nawet przeistoczeń): na przykład wówczas, gdy ów subtelny temat jawi się w postaci promieniejącej potęgą i mocą lub gdy temat główny sięga w namiętnym appassionato momentów ekstatycznych.

Trudno się dziwić, że tym interpretatorom, którym bliskie jest myślenie tzw. „programowe”, nie dawała spokoju tajemniczość balladowej opowieści. Zaczęto szukać i przymierzać. Czyniono to zresztą w odniesieniu do wszystkich czterech ballad. Czyniono nadaremnie, a w każdym razie bez efektu, który by można uznać za sensowny. Żadna z ballad Mickiewicza nie dała się – bez podejrzanych zabiegów – zestroić z przebiegiem ballad Chopinowskich. Balladę g–moll próbowano uznać za odpowiednik historii miłosno–heroicznej opowiedzianej przez Mickiewicza w Konradzie Wallenrodzie. I tę próbę uznać trzeba za nieudaną i bezsensowną. Język muzyki Chopina jest, by tak rzec, językiem algebry, a nie arytmetyki. Nie potrzebuje podstawiania wartości konkretnych. Dzieje się w sferze uczuć i nastrojów, przeżyć i namiętności czystych, nieuwikłanych w szczegółowość i anegdotę.

Autor: Mieczysław Tomaszewski
Cykl audycji "Fryderyka Chopina Dzieła Wszystkie"
Polskie Radio II


 
Opus

The Real Chopin »

Nelson Goerner

Ballada g-moll op. 23
 
Galeria »
 
mini