AKTUALNOŚCI AKTUALNOŚCI

back
Sztuka twórczego przypominania

Sztuka twórczego przypominania Sztuka twórczego przypominania

Nakładem Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina ukazało się nagranie zapomnianych Koncertów fortepianowych Lessla i Dobrzyńskiego. To rejestracja koncertów, jakie odbyły się w ramach festiwalu „Chopin i jego Europa”, na których wystąpił Howard Shelley, prowadząc od fortepianu orkiestrę Sinfonia Varsovia. Brytyjski pianista ma wielkie doświadczenie w przywracaniu do życia utworów zapomnianych i choć gra na fortepianie współczesnym, jest w pełni świadomy retorycznych i artykulacyjnych reguł, jakie obowiązywały wykonawców na początku XIX wieku. Śmiało można go nazwać właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

Franciszek Lessel (1780–1838) niemal całkowicie zniknął z historii muzyki polskiej. Sława Mozarta i Beethovena, a także urok Ogińskiego przyćmiły go całkowicie. A przecież w ekspozycji orkiestrowej pierwszej części Koncertu C-dur częste nawroty do tonacji głównej lub jej dominanty oraz uporczywe niekiedy trzymanie się jednej funkcji harmonicznej zostaje wynagrodzone wspaniałą partią fortepianu: błyskotliwą i wirtuozowską (wszak kompozytor chce, by Allegro było brillant), ale też zachwycającą wyrafinowaną polifonią i nowoczesnością faktur. Ta muzyka zapowiada romantyzm Mendelssohna i Chopina.

Część druga Koncertu celnie wpisuje się w kanon epoki, w jakiej dzieło powstało – to operowa scena z orkiestrą, która tworzy teatralne nastroje, i dialogującą z nią liryczną, śpiewną partią fortepianu. W finałowym Rondzie refren, niczym w Koncertach Beethovena (czego nie wszyscy się domyślają) lub Chopina (co wiedzą wszyscy), wywodzi się z muzyki ludowej i jest mazurem.

Lekceważenie Koncertu As-dur Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego może
mieć przyczyny – nazwijmy to – towarzyskie. Kompozycję tę Dobrzyński
napisał zanim został uczniem Elsnera i kolegą Chopina w Szkole Głównej.
W wielu fragmentach, a także w fakturach utwór niejako zapowiada
Koncerty Chopina. Dramatyczny odcinek w części drugiej na pewno stał się
inspiracją dla Koncertu f-moll – na równi z Koncertem g-moll Moschelesa
i Koncertem d-moll czternastoletniego Mendelssohna. Dobrzyński oczywiście nie dorównuje Chopinowi wynalazczością rozwiązań fakturowych – wprawdzie genialnie podpatruje Hummla i w sposób oryginalny przetwarza jego pomysły, lecz Chopin idzie dużo dalej i wspanialsze efekty dźwiękowe uzyskuje środkami „palcowo” prostszymi.
Nie może się też Dobrzyński równać z Chopinem, jeśli chodzi o bogactwo
i piękno melodii – głównych i kontrapunktujących, ale nie jest przecież niczyim epigonem i nie brak mu pomysłów. Rozpoczyna dzieło nietypowo – od dialogu wiolonczel z instrumentami dętymi, wielce interesująco buduje segment przetworzeniowy części pierwszej, w części drugiej zaś wprowadza dramatyczny akompaniament orkiestrowy bliski w charakterze Królowi Olch Schuberta.

Howard Shelley jest wirtuozem, który zachwyca lekkością tonu, barwami
oraz czytelnością figur rytmicznych. W jego wykonaniu polifonie partii fortepianowej Koncertu Lessla błyszczą, frapują i stają się nośnikiem wyrazu dramatycznego. Pięknym kształtowaniem każdego motywu nadaje tematom, które można by posądzić o naiwność, wdzięk, urok i wielce szlachetne piękno. Potrafi podkreślić oryginalność modulacji w przetworzeniu części pierwszej, ukazać styl brillant (a więc styl już pohaydnowski i pomozartowski) fragmentów części drugiej oraz bliskość
wczesnoromantycznego dworskiego mazura i nieco zawadiacko intonowanego walca.

W Koncercie Dobrzyńskiego Howard Shelley zachwyca krystalicznie czystym tonem, przekonująco ukazuje – w przetworzeniu części pierwszej – przejście od brillant Hummlowskiego do Chopinowskiego. W orkiestrowych ritornelach sięga po charakter nie dramatyczny, lecz triumfalny, stosowny dla tonacji utworu. Sinfonia Varsovia słucha go uważnie i – jak można sądzić – rozumie świetnie.

Wykonanie, bardzo starannie utrwalone przez Lecha Dudzika i Gabrielę
Blicharz, spełnia zatem warunki niezbędne, by oba dzieła niejako od nowa
znalazły się w programach koncertowych. Jest wszakże jedno ale: Koncert
Lessla przygotowano na podstawie materiałów PWM, a więc w orkiestracji
Kazimierza Sikorskiego, Koncert Dobrzyńskiego, jak czytamy w książeczce, z partytury „zrekonstruowanej i zredagowanej” przez Kazimierza Rozbickiego – w stosunku do materiału nutowego, jakim ja dysponuję, w Finale dokonano kilku skrótów (podobnie nagrał ten utwór Jerzy Sterczyński z Orkiestrą Filharmonii Rzeszowskiej pod dyrekcją Adama Natanka; Selene, 1994). Czy w wersjach oryginalnych muzyka broniłaby się równie dobrze? Może nadszedł już czas, by zweryfikować
te opracowania i nagrać oba dzieła na instrumentach historycznych?
Byłoby to jeszcze jedno doświadczenie – jeśli artystycznie tak udane, jak
to udokumentowane na płycie NIFC, na pewno wyjdzie muzyce na dobre.

Kacper Miklaszewski
Ruch Muzyczny

29 czerwca 2012