Chopin i jego Europa Chopin i jego Europa

Rok Korzenie i…

Rozpiętość programowa naszego Festiwalu – w jubileuszowym Roku Chopinowskim – jest ogromna. Z jednej strony – ugruntowany w fundamentalnych dziełach muzyki religijnej, filarach muzycznej duchowości chrześcijaństwa – sięga on tej duchowości nowożytnych korzeni: w polifonii renesansu. Z drugiej – zapuszcza się w gwarne i migotliwe, multimedialne rejony cywilizacji współczesnej, której obiektem (artystycznym?) staje się także, ze swoją muzyką, Chopin.

W kwestii różnego rodzaju parafraz, adaptacji, aranżacji, pastiszów, persyflaży tej muzyki istnieją, jak się zdaje, dwa przeciwne sobie poglądy: według pierwszeg (tradycjonalistycznego? nie modnego? nie na czasie?) jest coś w muzyce Chopina (i to ją także odróżnia od muzyki innych wielkich kompozytorów!), co sprzeciwia się traktowaniu jej jako materiału do, wyżej wspomnianych, kompozytorskich (?) zabiegów; inaczej mówiąc: muzyka ta opiera się dekonstruowaniu, deformowaniu, dekomponowaniu, ponieważ cechuje ją: najwyższa doskonałość formy, kunsztowność struktury, drogocenność kompozycji. Można sobie poczynać w ten sposób -„standardowo”, mówiąc językiem jazzu – z Bachem, Haendlem, Vivaldim, Mozartem, Beethovenem, Schubertem, Lisztem, Brahmsem, Czajkowskim, Mahlerem, wykrawając z ich utworów atrakcyjne tematy. Wobec Chopina to wszakże nie uchodzi.

Według poglądu drugiego – zgodnie z duchem czasu! – nic nie przeszkadza temu, aby Chopina (w którego muzyce aż się roi od chwytliwych, wpadających w ucho motywów i tematów!) traktować na równi z innymi wielkimi kompozytorami. Przecież wchodzenie w obieg współczesnego życia muzycznego – w całej jego oszołamiającej różnorodności – w niczym nie umniejsza kompozytorskiej wielkości Chopina, a tylko wzmaga jeszcze atrakcyjność jego muzyki, uwypuklając (być może) jej nie zawsze dostrzegane walory. Znamienne, że obu tym poglądom nie sposób odmówić racji!

No bo czym jest, czym bywa dzisiaj dla nas Chopin? Fenomen jego muzyki – a poniekąd i osobowości artystycznej – jawi się przedziwnie dwoisty, rozdwojony, dwubiegunowy. Przedstawia się nam Chopin jakby dwu-kulturowy, bytujący i funkcjonujący na dwu kultury płaszczyznach, w dwu jej sferach, na dwu poziomach.

Sfera pierwsza to Chopin muzyków, muzykologów, krytyków, muzykografów, ekspertów w sprawach jego muzyki, biografii, osobowości; Chopin wytrawnych koneserów, wybrednych melomanów. Chopin kulturalnych elit muzyką zainteresowanych. W tej to sferze kultury (nazwijmy ją „arystokratyczną” – w sensie „arystokracji ducha”) muzyka jego zaliczana jest do dóbr o wartości najwyższej. Z takiego zaś umiejscowienia w hierarchii wartości wynikają rygorystycznie przestrzegane sposoby ze spuścizną Chopinowską postępowania. Dzieło Fryderyka Chopina, podlega bowiem tym samym prawom, co spuścizna naszych największych pisarzy, poetów, malarzy: prawom zabezpieczającym jej bycie i społeczne funkcjonowanie, stałą obecność w żywym krwioobiegu kultury. Muzyka Chopina, podobna w tym do obszarów najcenniejszych polskich parków narodowych – tatrzańskiego czy białowieskiego – podlega ścisłej ochronie, bezwzględnym zakazom jej niszczenia, kaleczenia, deformowania, uszczuplania stanu; ochronie zapewniającej jej pełnię życia w kulturalnym społeczeństwie i zgodny z jej muzyczną naturą rozwój. Do opieki nad nią, do jej pielęgnacji powołane są odpowiednie instytucje, dotowane przez państwo, pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego: Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, Towarzystwo imienia Fryderyka Chopina, Fundacja Wydania Narodowego Dzieł Chopina. Mają one nie tylko czuwać nad bezpieczeństwem Chopinowskiej spuścizny, ale także nad nią pracować: naukowo, badawczo, analitycznie, krytycznie, edytorsko, popularyzatorsko.

W tej to więc wyższej sferze kultury – sferze nut, nagrań, książek, czasopism, księgarni muzycznych, koncertów, audycji radiowych, naukowych konferencji – wobec spuścizny Chopina obowiązuje bezwzględne poszanowanie jej życia. Każdy utwór, bodaj najdrobniejszy, każdy Chopinowski zapis nutowy czy słowny, każdy najmniejszy fragment tej spuścizny ma swoją wartość. Także wszystko, co się z życiem Chopina wiąże szacowane jest wysoko: listy i rozmaite pamiątki po nim, wszelkie materialne ślady jego ziemskiej wędrówki. Cała ta spuścizna, troskliwie zabezpieczana, pilnie strzeżona, ma dla nas dziś walor prawie sakralny.

Natomiast w drugiej sferze kultury wobec muzyki Chopina żadne takie prawa zdają się nie obowiązywać. Można z nią robić co się żywnie podoba: ciąć utwór na kawałki; wybierać motywy, tematy, frazy, współbrzmienia, harmonie, aby tworzyć z nich kompozycje nowe, własne. Jest to sfera („postmodernistyczna”?) pastiszu, parodii, parafrazy, transkrypcji, przeróbek, aranżacji, stylizacji, dekonstrukcji, dekompozycji, destrukturyzacji, deformacji. Muzyka Chopina, pozbawiona własnej tożsamości, odarta ze znaczeń, symboliki, właściwej sobie ekspresji, pozbawiona immanentnego sensu, traktowana jest wyłącznie jako surowiec, tworzywo, materiał (melodyczny głównie, a także harmoniczny; wiadomo wszak ile na przykład harmonika jazzowa zawdzięcza Chopinowskiej!) dla improwizowanych kompozycji w określonych stylach muzyki jazzowej, pop, rockowej, folkowej.

O czym świadczą te z muzyką Chopina sobie-poczynania? Czy tylko o „zdziczeniu obyczajów” cywilizacji współczesnego świata? Bo przecież spojrzeć można na nie z innej, bardziej pozytywnej strony. Działa tu jeszcze chyba coś, czego zlekceważyć nie sposób: silna fascynacja mową melodyczną Chopina; jej wyrazistością, pięknem, żywością, sugestywnością…

Stwierdzenie, że w tej drugiej (niższej?) sferze kultury wobec muzyki Chopina nie obowiązują żadne prawa, zasady czy reguły postępowania, jest może pochopne. Zagarnięta w tę sferę muzyka Chopina, pozbawiona wprawdzie własnej (dziełowej) tożsamości (czy zupełnie?), podlega jednak prawom i regułom innym, przystosowana do określonych stylów muzycznych współczesnej kultury popularnej: jazzowych (choć jazz zajmuje tu pozycję dwoistą, będąc równocześnie muzyką wyrafinowanych elit!), rockowych, folkowych. Zresztą takie praktyki adaptacyjne stosowane są nie tylko wobec muzyki Chopina, ale też od dawna wobec Bacha czy Mozarta. Sztuka współczesnej improwizacji jazzowej, w różnych stylach, owocuje niejednokrotnie nowymi wartościami.

A gdy na rzecz spojrzymy szerzej, z historycznej perspektywy, odsłonią się nam być może źródła i korzenie, ujawnią tradycje takiego muzyki Chopina traktowania: w duchu i żywiole improwizacji pojętej jako formotwórczy motor energii życia muzyki; improwizacji szczególnie cenionej w baroku i romantyzmie, bowiem w tych dwu wielkich epokach była ona sztuką kreowania formy muzycznej ad hoc, komponowania na gorąco, demonstrowania utworu in statu nascendi. Przecież sam Chopin, w swojej inwencji wariacyjnej, cieszył się sławą największego tej sztuki mistrza! Improwizował zaś, od wczesnej młodości, zarówno na tematy własne, jak też na temat melodii, które lubił i które lubiła ówczesna publiczność, melodii branych z pieśni, piosenek, tańców, a zwłaszcza z popularnych oper włoskich: Rossiniego, Belliniego, Donizettiego…

„Już w wieku dziecięcym zadziwiał bogactwem improwizacji. – relacjonuje jego przyjaciel Julian Fontana – Wystrzegał się jednak aby nie czynić z niej widowiska. Ci wszakże nieliczni wybrani, którzy słuchali go improwizującego całymi godzinami w najcudowniejszy sposób, kiedy ani jedna z jego fraz nie przypominała nigdy któregokolwiek kompozytora ani żadnego z jego własnych utworów, nie zaprzeczą, jeśli stwierdzimy, że jego najpiękniejsze kompozycje są jedynie odbiciem i echem jego improwizacji.” (Cytat z: Jean-Jacques Eigeldinger Chopin w oczach swoich uczniów; rozdział Chopin jako improwizator. Tłum. Zbigniew Skowron. Kraków 2000)

Bohdan Pociej


ODWIEDŹ
STRONY: