KALENDARIUM ŻYCIA CHOPINA KALENDARIUM ŻYCIA CHOPINA

Rok 1845 Rok 1845

4 stycznia. W teatrze z George Sand na premierze sztuki Ernesta Legouvé Guerrero.

6 stycznia. Prawdopodobnie na Makbecie Szekspira z Macready'm w roli głównej.

10 lutego. George Sand do Pierre François Bocage’a: „To, że Pana kochałam, stanowi jedno z najsłodszych i najdroższych wspomnień mego życia. Nie ukrywałabym tego przed nikim, gdybyśmy oboje byli bez rodziny i nie skrępowani więzami, które trzeba uszanować. [...] Nie nakłaniam Pana, byś mnie odwiedził. Zostałam ukarana [...] tego samego dnia, kiedy wyznałam prawdę o Tobie i sobie, temu czułemu sercu, które było zbyt słabe, by przystać na prawdę”. Obecnie pozostaje w bliższych kontaktach z Louisem Blanc.

Luty. Juliusz Słowacki (do matki): „Widziałaśże Ty, aby kto nazajutrz po rozczuleniu wielkim, przez Chopina muzyką sprawionym, stał się lepszym, piękniejszym, litościwszym, wyrósł na bohatera?”

26 lutego. Chopin choruje parę dni. Wzywany dr Jean Molin.

5 marca. Przerywa dawanie lekcji ze względu na „astmę”.

21 marca. Wraz z George Sand słucha w Konserwatorium Requiem Mozarta, dwa dni później, z George Sand i Eugène Delacroix – Stworzenia świata Haydna. Tegoż dnia tenor Stefan Grotkowski śpiewa u Chopina pieśni do słów Stefana Witwickiego.

22 marca. George Sand w odpowiedzi na list Stefana Witwickiego: „Jest Pan niezłomnym chrześcijaninem, a ta nauka ma w sobie tyle wielkiej i pięknej treści, że gotowa jestem wybaczyć Panu jej formę. Mimo to Pan mnie nie nawróci. [...] Mam nadzieję, że będę zbawiona, jak każda inna, chociaż, jak każda inna, czyniłam źle. Jest bowiem więcej miłosierdzia tam, u góry, aniżeli występków tu, na ziemi. [...] O Mickiewiczu nie mogę Panu nic powiedzieć, nie widziałam go, w tym roku nie ma wykładów, nie miałam jego książki. Mam go za wielką, ale chorą duszę i wierzę, iż kroczy drogą prawdy. [...] Pan Bóg go też nie opuści”.

23 marca. Wielkanoc. Chopin do Stefana Witwickiego: „Brak mi tu Ciebie tego lata bardzo było. Z Tobą byłbym mógł wiele się napłakać”. Słucha własnych pieśni do słów poety w wykonaniu Grotkowskiego. Martwi się sytuacją tej części emigracji polskiej, którą pociągnęły idee towianizmu: „Mówią, że pisali z przeprosinami do Najjaśniejszego [cara]. Ale co smutna rzecz, to, że 2-ch z nich [...] przed notariuszem akt zrobili, jako się dają w poddaństwo, jako rzecz, jako niewolniki Towiańskiemu. [...] Czy można większego wariactwa!” Martwi się o Mickiewicza, który „kursu tego roku nie robi” i którego „wielu z jego zwolenników odstępuje. [...] Zaleskiego widziałem raz, taki godny, że mnie odwiedził. Ja bym go częściej rad widzieć”.

11 maja. W Wiedniu umiera najzdolniejszy z uczniów, Carl Filtsch, w wieku lat czternastu, uważany powszechnie za pianistę genialnego i co do stylu gry najbliższego Chopinowi.

20 maja. Do sztambucha Anny i Elżbiety Szeriemietiew wpisuje Preludium c-moll z op. 28.

26 maja. Polski wieczór u ks. Czartoryskich. Muzykują: Chopin i Antoni Kątski, uczeń Johna Fielda. Z niedużym powodzeniem usiłuje Chopin pomóc Kątskiemu w zapewnieniu publiczności na jego koncercie.

29 maja. Wraz z George Sand na przedstawieniu zespołu Les Indiens Joways, sprowadzonego z Ameryki; George Sand reaguje na spotkanie z „dzikimi” artykułem Une visite chez les sauvages de Pans.

Czerwiec. Ukazują się: Berceuse op. 57 i Sonata h-moll op. 58.

9 czerwca. George Sand: „Maestro kupił powóz...”, celem ułatwienia wyjazdów do Nohant.

13 czerwca – 28 listopada. (VI) lato i jesień w Nohant. Wśród gości znowu Paulina Viardot ze swoim hiszpańskim repertuarem, którego Chopin słucha „z wielkim uniesieniem”. Nadal uczy Solange; grywa z nią na cztery ręce, a także – w szachy. Jest to – jak zauważa George Sand – „duża i piękna dziewczyna”. George Sand pisze w Nohant dwa nowe romanse: Le Péché de Monsieur Antoine i La Mare au Diable. Wybuchają pierwsze poważniejsze nieporozumienia między Chopinem a Maurycym i George Sand.

8 lipca. Do Wojciecha Grzymały: „A wieś teraz piękna, nie tak jak temu kilka tygodni. Wielkie tu były burze i ulewy. Rzeki, nawet małe strumienie, nadzwyczaj powylewały. – Najstarsi podobnej nie pamiętają. Młyny poniszczyła, mosty pozrywała”. Do Augusta Léo: „Wieś jest tak piękna, że bardzo bym współczuł Panu tego zamknięcia w mieście, gdyby to nie był Paryż”.

18–20 lipca. Do rodziny: „Nie stworzony ja jestem do wsi, jednakże używam świeżego powietrza. – Nie gram wiele, bo mi się fortepian odstroił, piszę jeszcze mniej. [...] Jestem zawsze jedną nogą u Was – drugą nogą w pokoju obok, gdzie Pani domu pracuje – a wcale nie u siebie w ten moment – tylko, jak zwykle, w jakiejś dziwnej przestrzeni. – Są to zapewne owe espaces imaginaires – ale ja się tego nie wstydzę; wszakże to u was się uległo przysłowie, że »przez imaginację pojechał na koronację«, a ja prawdziwy ślepy Mazur. – Toteż nie widząc daleko, napisałem nowe 3 mazurki [op. 59] – które zapewne wyjdą w Berlinie”. Komponuje także dwie pieśni do słów Bohdana Zaleskiego: Dwojaki koniec i Nie ma czego trzeba, dumkę balladową i dumę refleksyjną. Tomik poezji Zaleskiego (niedawno wydany w Poznaniu) leży – jak pisze – na stole obok książki historycznej Adolphe’a Thiersa, kontrapunktu Cherubiniego i nowych rękopisów.
Wysuwa projekt przyjazdu matki na zimę do Paryża, dzięki uprzejmości ks. Obreskov, matki uczennicy, która przez Warszawę będzie wracać z Rosji. Projekt odrzucony: „Musiałabym całą zimę u Ciebie zostać, a co Ty biedny zrobiłbyś ze mną?”

26 lipca. W Nohant odpust na św. Annę; tańce przy muzyce „kornemuzów” na murawie przed kościołem.

Sierpień. Dowiaduje się, że Józef Nowakowski gra w Warszawie jego Berceuse: „zdaje mi się, że go z daleka słucham...” Nowy, obszerny list do rodziny, jak poprzedni, z tysiącem informacji, nowin, ciekawostek i plotek. Zwierzenie uczynione w stanie kryzysu: „Nie wiem, jak się to dzieje, ale nic robić poczciwego nie mogę, a jednakże nie lenię się, nie łażę z kąta w kąt jak z Wami, tylko po całych godzinach i wieczorach siedzę w moim pokoju. Muszę jednakże pokończyć niektóre manuskrypta przed wyjazdem stąd, bo w zimie komponować nie mogę. Po waszym odjeździe tylko ową sonatę [h-moll op. 58] napisałem. Teraz prócz nowych mazurków [op. 59] nic nie mam gotowego do druku, a trzeba”. Wśród manuskryptów, nad którymi pracuje, znajdują się już prawdopodobnie szkice do Barkaroli op. 60, Poloneza-Fantazji op. 6l, Nokturnów op. 62, może także do Sonaty g-moll op. 65.

4 września. Tradycyjna już, wspólna wycieczka do Boussac i do Skał Jomâtres. Chopin uczestniczy w niej na osiołku, Solange na koniu, George Sand i inni — pieszo; oglądają „miasteczko bardzo stare, zamek nad Creuzą ze starożytnymi wspomnieniami [...] kamienie druidów; okolice znane z piękności”.

Jesień. Do Marie de Rozières: „Tutaj miewamy się nieźle z wyjątkiem fortepianów, z których jeden [Solange] nie robi absolutnie nic, a drugi bardzo mało. Ten bardzomało to oczywiście mój”. George Sand: „Solange ubiera się i rozbiera, wsiada na konia i zsiada, drapie się, ziewa, otwiera książkę i zamyka, czesze swe włosy...” Zdaje się kokietować Chopina.

19–25 września. W Paryżu Chopin załatwia sprawy wydawnicze własne i George Sand.

8 października. Mendelssohnowi-Bartholdy’emu przesyła dla żony Cecylii rękopis Mazurka As-dur z op. 59.

28 października. George Sand zaczyna i kończy w cztery dni powieść, La Mare au Diable. Zostanie zadedykowana „à mon ami F. Chopin”. Jej autograf otrzyma kiedyś Ludwika Jędrzejewiczowa.

28 listopada. Powrót Chopina do Paryża: „już zaczynam mój młyn”. Musi rozstać się ze znalezionym mu przez Witwickiego służącym Janem, do którego bardzo się przywiązał – stał się źródłem domowych konfliktów. Nowego – „Francuza, Piotra – bardzo porządnego, zgrabnego i spodziewam się wiernego człowieka, który 7 lat służył u rodziców mego Walca Es-dur [u państwa Horsfordów]” – znajduje mu Thomas Albrecht.

12 grudnia. Zaczyna list do rodziny, który będzie pisał przez dwa tygodnie, gromadząc informacje mogące zainteresować Warszawę, ważne i drobne. „Dziś tylko jedną dałem lekcję, pani Rothschild, a dwie odprosiłem, bom miał co innego do roboty.” Kontynuuje prace nad utworami: „Teraz chciałbym skończyć sonatę z wiolonczelą [ukończy ją dopiero w 1847 r.], Barkarolę i coś jeszcze, co nie wiem jak nazwę [Polonez-Fantazja], ale wątpię, żebym miał czas, bo już się rwetes zaczyna. Mnóstwo mam pytań, czy koncertu nie dam”. W tym sezonie nie zdobędzie się na danie koncertu, również w następnym. Bywa z George Sand w teatrze i w operze; tego wieczoru na balecie Le diable à quatre, tańczonym „w naszych [polskich?] kostiumach”.

15 grudnia. Ludwice i Izabeli przesyła z dedykacją bibliofilskie wydanie Beautée de la Saint Bible, Starego i Nowego Testamentu, z angielskimi sztychami. „Sztychy te bardzo tutaj za piękne uchodziły; są obrazy najsławniejszych mistrzów starej i nowej szkoły: Rafaela, Rubensa, Poussin, wiele z tych obrazów jest tutaj w Luwrze, może Ludwika sobie przypomni.”

16 grudnia. Wraz z George Sand, Solange i Maurycym w teatrze „de la Porte-St.-Martin” na sztuce Dennery’ego Marie-Jeanne z Marie Dorval w roli tytułowej. „Scena nadzwyczajnie udana. Wszyscy beczą; tylko słychać ucieranie nosa na sali.”

17 grudnia. W operze na L’Etoile de Seville Michaela Williama Balfe’a, według Calderona: „wcale niedobra”. W loży Giacomo Meyerbeer.

Około 20 grudnia. Koncertujący w Paryżu Ferenc Liszt u Chopina. „Rozwodził się nad p. Calergis, a po moich kwestiach widzę, że więcej mówili, jak co było.” Odwiedza go również pianista August Alexander Klengel, poznany w Dreźnie.

24 grudnia. Do rodziny: „Dziś Wigilia Bożego Narodzenia, nasza Panna Gwiazdka. Tutaj tego nie znają. Jak zwykle obiad jedzą o 6-tej, 7-mej albo 8-mej, a tylko niektóre domy protestanckie zachowują te zwyczaje. [...] Wszystkie domy protestanckie zachowują Wigilię Bożego Narodzenia, ale zwyczajny paryżanin nie czuje różnicy między dziś a wczoraj. Tutaj smutna Wigilia, bo chorzy i doktora żadnego nie chcą. [...] Że ja kaszlę nieznośnie, to nic dziwnego, ale Pani Domu tak zakatarzona i gardło ją boli, że musi ze swego pokoju nie wychodzić, co ją mocno niecierpliwi. Im więcej zdrowia zwykle się ma, tym mniej cierpliwości w cierpieniu fizycznym. [...] Ja się często pytam siebie, jakby ludzie niecierpliwi mogli żyć pod niebem jeszcze niegodziwszym jak tutejsze. Czasem za parę godzin słońca dałbym parę lat życia”.

Koniec roku. George Sand do Ferdynanda Françoisa: „Natychmiast pobiegłabym do Ciebie, gdyby nie ta nieszczęsna i namiętna zazdrość, którą znasz”.


Galeria fotografii »
 
mini mini