KALENDARIUM ŻYCIA CHOPINA KALENDARIUM ŻYCIA CHOPINA

Rok 1831 Rok 1831

1 stycznia. Do Jana Matuszyńskiego: "Tyś w wojsku! Ona, czy w Radomiu? Kopaliście wały? Biedni rodzice nasi. Moi przyjaciele co robią? U Was żyję. Umarłbym za Ciebie, za Was. Czemuż ja tak dzisiaj opuszczony? Czy to tylko wy macie być razem w tak okropnej chwili. – Flet Twój miał co jęczeć, ale niech się wprzódy mój pantalion wyjęczy. [...] Dziś Nowy Rok; jakże go smutno zaczynam! Może go nie dokończę. Ściśnij mnie. Ty idziesz na wojnę. Wróć pułkownikiem. Niech Warn się wiedzie. Czemuż nie mogę choć bębnić!"

25 stycznia. W Warszawie detronizacja cara. Na czele Rządu Narodowego książę Adam Czartoryski.

26 stycznia. Do Józefa Elsnera, o sobie: "Od dnia, w którym się dowiedziałem o wypadkach 29 listopada, aż do tej chwili nie doczekałem się niczego prócz niepokojącej obawy i tęsknoty; i Malfatti na próżno się stara mnie przekonać, że każdy artysta jest kosmopolitą. Choćby i tak było, to jako artysta jestem jeszcze w kolebce, a jako Polak trzeci krzyżyk zacząłem". O interesach Elsnera: "Co się Pańskiego Kwartetu tyczę, solennie obiecał mi Józef Czerny, iż na Ś-ty Józef będzie gotowy. Mówił, iż nie mógł się nim dotychczas zatrudnić, bo wydawał dzieła Schuberta, których mnóstwo jeszcze czeka na prasę". Usiłuje u wydawców zaprotegować msze Elsnera. O wiedeńczykach: "Oni tu walce dziełami nazywają! a Straussa i Lannera, którzy do tańca im przygrywają – kapelmistrzami".

14 lutego. Bitwa pod Stoczkiem.

25 lutego. Bitwa pod Grochowem.

2 kwietnia (?). Ze sztambucha: "Już dzienniki i afisze ogłosiły mój koncert za dwa dni dać się mający, a jak gdyby nigdy być nie miał, tak mnie to mało obchodzi. [...] Chce mi się śmierci i znów chciałbym rodziców widzieć. Jej obraz stoi mi przed oczyma. Zdaje mi się, że jej nie kocham, a przecież z głowy nie wychodzi. [...] Tu ludzie nie moi, dobrzy, ale dobrzy ze zwyczaju, czynią wszystko zbyt porządnie – płasko – miernie, co mię dobija. – Mierności czuć bym nawet nie chciał".

4 kwietnia. Na poranku muzycznym planowanym tego dnia na benefis śpiewaczki Garcia-Vestris w salach redutowych, we współudziale z Sabiną i Klarą Heinefetter oraz Josephem Merckiem miał grać Koncert e-moll.

1 maja. W sztambuchu: "Dziś było ślicznie na Praterze – mnóstwo osób nie obchodzących mnie wcale, zieloność uwielbiałem, zapach wiosenny – ta niewinność w naturze przypominała mi dziecinne uczucia moje. Na burzę się zebrało, wróciłem, burzy nie było, tylko mnie smutek ogarnął – dlaczego? Ani muzyka dzisiaj mnie nie cieszy..."

7 maja. Wraz z Johannem Nepomukiem Hummlem u Johanna Malfattiego, w jego letniej rezydencji. Z późniejszych spotkań – z Sigismundem Thalbergiem na koncercie organisty Adolfa Hessego: "Ma talent chłopisko, umie obchodzić się z organami". Muzykowanie z J. przez Tobiasa Haslingera. "Myślę sobie: d[urnie], macie co chować." W postscriptum pytanie: "Co sądzicie o zwycięstwie generała Dwernickiego pod Stoczkiem? Oby Bóg nadal pomagał!"

26 maja. Klęska powstańców pod Ostrołęką.

28 maja. Do rodziny o Wariacjach na tematy polskie skrzypka nazwiskiem Herz: "Biedne polskie motywa! ani się spodziewacie, jakimi majufesami was naszpikują nazywając to dla przywabienia publiczności polską muzyką. Brońże tu potem tej polskiej muzyki, wydaj się ze zdaniem o niej, a wezmą cię za wariata, tym bardziej że Czerny, owa wiedeńska wyrocznia w fabrykowaniu wszelkich muzykalnych przysmaków, żadnego jeszcze polskiego tematu nie wariował". Relacja z wiedeńskiego życia muzycznego i nagły przeskok: "Co się też z Wami dzieje?!... Śnicie mi się a śnicie! Będzież koniec rozlewu krwi?"

11 czerwca. Występ publiczny: bierze udział w muzycznej akademii dyrygenta Dominika Mattisa w Kärntnerthortheater; gra ponownie (?) Koncert e-moll. Tego wieczoru wykonano ponadto uwerturę Carla Marii Webera do opery Euryanthe, a Fanny Elssler tańczyła w balecie Wenzla Roberta Gallenberga.

21 czerwca. Data postawiona na autografie pieśni Wojak. W Wiedniu powstają również inne pieśni do słów Stefana Witwickiego: Narzeczony, Poseł, Smutna rzeka. Dnia poprzedniego wpisuje do sztambucha kolekcjonerowi autografów Aloisowi Fuchsowi Mazurka f-moll op. 7 nr 3.

23 czerwca. Wespół z przyrodnikiem Norbertem Kumelskim i czeskim pianistą Leopoldem Czapkiem – za miastem. "Dzień był cudny [...] Z Leopoldsbergu widać cały Wiedeń, Wagram, Aspern, Presburg, klasztor Neuburg, zamek, gdzie Ryszard Lwie Serce siedział uwięziony – i całą wyższą część Dunaju. Po śniadaniu udaliśmy się na Kahlenberg, gdzie król Sobieski miał obóz. [...] Jest tam kościół, dawniej kamedułów, w którym syna swego Jakuba przed uderzeniem na Turków na rycerza pasował, a sam do mszy św. służył".

24 czerwca. Imieninowe muzykowanie u Johanna Malfattiego w jego willi pod Wiedniem. Chopin akompaniuje kwartetowi solistów opery wiedeńskiej. "Sprawiliśmy mu muzykę nie lada. Lepiej wykonanego kwartetu z Mojżesza [Rossiniego] nie słyszałem jeszcze; ale Ob quante lagrime panna Gładkowska nierównie lepiej na moim pożegnalnym koncercie w Warszawie śpiewała. [...] Ogromna moc obcych słuchaczów przysłuchiwała się na tarasie temu koncertowi. Księżyc świecił prześlicznie, fontanny biły, cudowna woń z wystawionej oranżerii napełniała atmosferę, jednym słowem: noc najpyszniejsza, miejsce najrozkoszniejsze". Na innym wieczorze muzycznym, u Aloisa Fuchsa, darowuje gospodarzowi rękopis Ronda C-dur w wersji na jeden fortepian (WN 15), otrzymując w zamian "arkusz pisma Beethovena".

29 czerwca. Mikołaj Chopin do syna: "Ponieważ z listów Twoich wnoszę, żeś już naruszył pieniądze przeznaczone na dalszą podróż, przesyłam Ci przy niniejszym mały zasiłek, raczej wedle naszych możliwości niż wedle naszych chęci. [...] Liczę na Twoją przezorność".

6 lipca. Stefan Witwicki dziękuje za "śliczne piosnki" i apeluje: "Już to koniecznie musisz być twórcą polskiej opery; mam najgłębsze przekonanie, że zostać nim potrafisz i że jako narodowy kompozytor otworzysz dla swego talentu pole niezmiernie bogate. [...] Obyś tylko ciągle miał na uwadze: narodowość, narodowość i jeszcze raz narodowość". Być może na prośbę rodziców Chopina, Witwicki dodaje perswazyjnie: "Żaden teraz Polak spokojnym być nie może, kiedy idzie o śmierć lub życie jego ojczyzny. Życzyć jednak należy, abyś na przyszłość pamiętał, kochany przyjacielu, żeś wyjechał nie po to, aby tęsknić, lecz aby w swej sztuce ukształcić się i zostać pociechą i chwałą swojej rodziny i kraju".

Połowa lipca. Na Oblężeniu Koryntu Rossiniego w dobrej obsadzie: "Wild, Heinefetter, Binder, Forti, jednym słowem: co tylko Wiedeń posiada najlepszego wystąpiło i bardzo ładnie". Po spektaklu z Leopoldem Czapkiem "na kolacji, gdzie Beethoven zawsze pijał".

16 (?) lipca. Do rodziny: "Widzę, że otrzaskaliście się z nieszczęściem, wierzajcie, że i mnie lada co dokuczyć już nie może. [...] Opowiadają tu dziś, że Wilno zostało wzięte [przez powstańców]. Oby ta wiadomość mogła być prawdziwa". Dziękuje za przysłanie portretu "naszego wodza naczelnego, generała Skrzyneckiego". O sobie: "Nic mi nie brakuje, tylko życia, ducha więcej. Zmęczony jestem, ale czasami taki wesół, jak w domu bywałem. Gdy mam smutne chwile, udaję się do pani Szaszek, tam zastaję zwykle kilka Polek, które mi tyle otuchy dodają i tak mię rozkokoszą, że zaraz tutejszych dygnitarzy zaczynam udawać. Nowy to poliszynel [...] ci co na niego patrzą, pękają ze śmiechu. [...] Ale ja się niczego tutaj nie uczę, co jest wiedeńskie z natury. [...] Walca, na przykład, żadnego należycie tańczyć nie umiem, to już dosyć. Mój fortepian nie słyszał, tylko mazury. [...] Napisałem poloneza, którego muszę zostawić Würflowi". Nie wiadomo, o jaki utwór chodzi. Do kompozycji napisanych podczas ośmiu miesięcy przeżytych w Wiedniu zalicza się, oprócz utworów wcześniej wymienionych: dziewięć mazurków (op. 6 i 7), a może i więcej (niektóre z op. 17), cztery nokturny (op. 9 i nr 2 z op. 15) oraz nie mniej niż dwie etiudy (5 i 6 z op. 10). Prawdopodobnie również tutaj dokończył Chopin Poloneza Es-dur z op. 22. Wśród utworów nurtu towarzyskiego w Wiedniu powstały: Mazurek G-dur (WN 26), Walc a-moll (WN 36), Lento con gran espressione (WN 38) oraz parę pieśni, między nimi Piosnka litewska i ostateczna wersja Precz z moich oczu.

20 lipca. Opuszcza Wiedeń, udając się przez Linz, Salzburg, Monachium i Stuttgart do Paryża; ambasada rosyjska odmówiła paszportu do Londynu. Towarzyszem podróży jest Norbert Kumelski; w dyliżansie, wśród wielojęzycznego towarzystwa, "dwie śpiewaczki z teatru mediolańskiego".

21 lipca. W Linzu. Zwiedzanie miasta, a później parodniowy wypad koczem i dwoma powozami, w licznym mieszanym towarzystwie, ku Alpom tyrolsko-salzburskim. Norbert Kumelski: "Ciągnęliśmy tę zachwycającą podróż przez Gmünden, Ebensee czyli Lambath i Iachl". Jakieś przygody z "tyrolskimi śpiewaczkami".

Około 25 lipca. W Salzburgu. Podziw dla salzburskich kurantów wieczornych (jeden z nich grał melodyjkę Aubera z opery Mularz i ślusarz); refleksje przed domem "muzycznego arcymistrza" Mozarta i pomnikiem Michała Haydna, "ojca prawdziwej muzyki kościelnej".

25 lipca. Robert Schumann w swoim dzienniku, po zetknięciu się z edycją Wariacji op. 2: "Ciągnie mnie do komponowania! A jednak nie chciałbym oderwać się od mojego Chopina".

28 sierpnia. W Monachium. Na poranku w Philharmonischer Verein gra Koncert e-moll i Fantazję A-dur na tematy polskie.

30 sierpnia. Z recenzji koncertu w periodyku "Flora": "Jest coś w słowiańskich śpiewkach ludowych co prawie nigdy nie chybia efektu, czego jednak istotną przyczynę trudno objaśnić i wskazać". Obok pochwał – rezerwa: "nie wyróżnia się specjalną nowością czy głębią".

Około 4 września. Dociera do Stuttgartu. Spotkanie z Johannem Peterem Pixisem, pianistą i kompozytorem, któremu zadedykuje edycję Fantazji A-dur.

8 września. Wzięcie Warszawy i upadek powstania listopadowego. Spontaniczne notatki Chopina w dzienniku prywatnym, zwanym stuttgarckim: "Pisałem poprzednie karty nic nie wiedząc, że wróg w domu. Przedmieścia zburzone – spalone – Jaś! – Wiluś na wałach, pewnie zginął – Marcela widzę w niewoli – Sowiński, ten poczciwiec w ręku tych szelmów! O Boże, jesteś Ty! Jesteś i nie mścisz się! Czy jeszcze Ci nie dość zbrodni moskiewskich – albo – alboś sam Moskal! [...] Co się z nią dzieje? Gdzie jest? – Biedna! – Może w ręku moskiewskim! [...] A ja tu bezczynny, a ja tu z gołymi rękami, czasem tylko stękam, boleję na fortepianie, rozpaczam". Według nieudokumentowanej tradycji, w Stuttgarcie powstały zarysy Etiudy c-moll op. 10 nr 12, nazywanej "rewolucyjną" i Preludium d-moll op. 28 nr 24. "W Stuttgarcie, gdzie mnie doszła wiadomość o wzięciu Warszawy – wyzna Tytusowi Woyciechowskiemu – tam dopiero zupełnie zdecydowałem się udać w ten inny świat."

Lata adaptacji, 1831–1835

11 września. W Paryżu, do którego dotarł ze Stuttgartu przez Strassburg i w którym pozostanie do śmierci. Zamieszkuje na piątym piętrze kamienicy przy Boulevard Poissonière 27: "mam pokoik ślicznie mahoniowo umeblowany, z gankiem na bulwary, z którego widzę od Montmartre do Panteonu i wzdłuż cały piękny świat; zazdrości mi wielu mojego widoku, ale nikt schodów".

Jesień. Pierwsze doznania przekazane w liście do Norberta Kumelskiego (z 18 XI). Zadziwienie we wrażeniach ogólnych: "Jest tu największy przepych, największe świństwo, największa cnota, największy występek, co krok to afisze na wen. choroby – krzyku, wrzasku, turkotu i błota więcej, niźli sobie wystawić można – ginie się w tym raju i wygodnie z tego względu, że nikt nie pyta, jak kto żyje". Euforia po pierwszych kontaktach muzycznych: "Kontent jestem z tego, com tu zastał; mam pierwszych w świecie muzyków i pierwszą w świecie operę. Znam Rossiniego, Cherubiniego, Paëra itd., itd., i może dłużej tu zabawię, jak myślałem". Kompleksy prowincjusza: Ja tu 3 lata siedzieć myślę – bardzo ściśle żyję z Kalkbrennerem, 1-szym pianistą w Europie, którego byś pewno polubił (on jeden, któremu ja rzemyczka u trzewiczka rozwiązać nie godzien...)".

Doświadczenia pierwszych miesięcy w Paryżu z perspektywy o parę tygodni późniejszej, w liście do Tytusa Woyciechowskiego (12 XII): "Mnie tu wiatr zapędził; oddycha się słodko – ale może też dlatego więcej się wzdycha, że łatwo. Paryż jest to wszystko, co chcesz – możesz się bawić, nudzić, śmiać, płakać, wszystko robić, co Ci się podoba, i nikt na Cię nie spojrzy, bo tutaj tysiące toż samo robiących co Ty i każdy swoją drogą. Jakoż nie wiem, czy gdzie więcej pianistów jak w Paryżu – nie wiem, czy gdzie więcej osłów i więcej wirtuozów jak tu". O wejściu w świat muzyków: "Przyjechałem tutaj z bardzo małymi rekomendacjami. Malfatti dał mi list do Paëra, kilka listów z Wiednia miałem od editorów i na tym koniec. [...] Przez Paëra, który tu jest dworskim kapelmajstrem, poznałem Rossiniego, Cherubiniego itd., Baillota itd. Przez niego także poznałem Kalkbrennera".

Sztuka i osoba Kalkbrennera na wiele tygodni staje w centrum zainteresowań, co zaświadczone korespondencją z domem i z Tytusem Woyciechowskim. "Nie uwierzysz, ile byłem ciekaw Herza, Liszta, Hillera itd., wszystko to są zera przeciw Kalkbrennerowi. Przyznam Ci, że jak Herz grałem, ale chciałbym grać jak Kalkbrenner. Jeżeli Paganini perfekcja, to Kalkbrenner paralel jemu, ale w zupełnie innym stylu. Trudno Ci opisać jego kalm, jego dotknięcie czarujące – równość niesłychaną i to mistrzostwo malujące się w każdej nocie jego – jest to olbrzym depczący Herzów, Czernych itd., a tym samym i mnie." Chopin prezentuje mu się w  Zadziwiony Kalkbrenner przypuszcza, że Chopin jest uczniem Fielda, ocenia jego grę jako Cramerowską, a uderzenie jako Fieldowskie. "Od tego czasu codziennie widujemy się, albo on u mnie, albo ja u niego – a poznawszy mię dobrze, robi propozycją, żeby trzy lata u niego się uczyć, a zrobi ze mnie coś bardzo, bardzo." Chopin się waha. Ojciec ma wiele zastrzeżeń ("termin trzyletni nie mieści mi się w głowie"); wprawdzie gotów propozycję zaakceptować ("nie chcę Ci się w niczym sprzeciwiać"), radzi jednak "odłożyć decyzję", dobrze się zastanowić, nasłuchać (innych), namyślić, a znawcom "dać więcej czasu", by mogli Fryderyka "lepiej poznać". Głos świadomego rzeczy Elsnera przeważy ostatecznie szalę.

17 listopada. "Na obiedzie u Pani Potockiej, owej ładnej żony Mieczysława." Początek trwałej przyjaźni, sięgającej lat ostatnich, rozmaicie, choć bez – wystarczających podstaw, interpretowanej. Według Marcelego Antoniego Szulca – referującego opinie Ferenca Liszta i Eugène Delacroix – "hrabina Delfina Potocka [1807–1877] jaśniała nadzwyczajną urodą, wdziękiem i szlachetnością obejścia i słynęła ze śpiewu pełnego powabu i niewysłowionego uroku. Tego to głosu czarowi ulegać lubił nasz artysta, wtórując jej na fortepianie" (1873). Nie wiadomo, kiedy Chopin udzielał jej lekcji fortepianu, prawdopodobnie we wczesnych latach trzydziestych. W 1836 roku zadedykuje jej edycję Koncertu f-moll. Możliwe, że dla jej sopranu, ukształtowanego według zasad bel canta, skomponował też wówczas jakieś pieśni (Moją pieszczotkę?).

18 listopada. Na obiedzie z ks. Walentym Radziwiłłem, młodszym bratem Antoniego – u Komarów, rodziców Delfiny Potockiej. "Powoli lansuję się w świat, ale tylko dukata mam w kieszeni."

21 listopada. Premiera Roberta Diabła. "Jeśli kiedy był jaki przepych w teatrze, to nie wiem, czy dochodził stopnia przepychu Robert le Diable, nowiutkiej 5-aktowej opery Meyerbeera, co Crociato pisał." Zadziwienie rozmachem samego wystawienia, tego "arcydzieła nowej szkoły, gdzie diabły (chóry ogromne) przez tuby śpiewają, gdzie dusze z grobów powstają, [...] gdzie na końcu intérieur kościoła widać [...] z mnichami i wszystką publicznością w ławkach, z kadzidłami, co większe: z organami, których głos na scenie czaruje i zadziwia i całą orkiestrę nieledwie pokrywa". Hiperboliczny wniosek: "Meyerbeer się unieśmiertelnił!" Chopin staje się bywalcem opery i bałwochwalcą pięknego śpiewu ("tu dopiero można się dowiedzieć, co to jest śpiew"). Słyszy i podziwia: Laurę Damoreau-Cinti ("tak śpiewa, jak nie można doskonalej [...] zdaje się, iż chucha na publiczność"), Giulię Grisi, Giudittę Pasta ("jeszcze nic wznioślejszego nie widziałem"), Marię Felicję Malibran-Garcia ("cudo! cudo!”), Wilhelmine Schröder-Devrient ("nie robi furory takiej, jak w Niemczech"), Luigiego Lablache'a ("nie wystawisz sobie, co to jest!"), Nicolasa-Prospera Levasseura, Adolpha Nourrita ("zadziwiający swoim uczuciem") i Giovaniego Battistę Rubiniego ("jego mezza voce jest nie do porównania"). Wśród pierwszych podziwianych wystawień operowych trzy dzieła Rossiniego: Cyrulik sewilski, Otello i Włoszka w Algierze.

27 listopada. Józef Elsner do Chopina: "W nauce kompozycji nie należy podawać przepisów, szczególniej uczniom, których zdolności są widoczne; niech sami je wynajdą, by mogli niekiedy sami siebie przewyższyć. [...] W mechanizmie sztuki, w posunięciu się nawet w części jej wykonawczej, nie tylko trzeba, żeby uczeń zrównał się z mistrzem swoim i przeszedł go, ale żeby miał i coś własnego, czym by także mógł świetnieć. [...] Nie można doradzać uczniowi zbyt długiego zajmowania się jedną metodą, manierą, jednego narodu smakiem itd. To, co jest prawdziwym i pięknym, nie powinno być naśladowanym, lecz doświadczonym. [...] To, w czym artysta (zawsze korzystający ze wszystkiego, co go otacza i uczy) zadziwia współczesnych, może mieć tylko z siebie i przez doskonalenie samego siebie". Ludwika Chopin przekazuje słowne uwagi dawnego mistrza, jego wątpliwości co do intencji Kalkbrennera, jego oburzenie na propozycję skrótów w Koncercie e-moll ("rozgniewała go okropnie ta, jak nazwał, śmiałość i arogancja"), jego apel o wiarę we własne siły i o obronę własnej indywidualności: "Ty dziś czując, co dobre i lepsze, sam sobie drogę torować powinieneś; Twój geniusz będzie Cię prowadził. Jeszcze co dodał: Fryderyk ma tę oryginalność i ten rytm, czy jak tam, z ziemi rodzinnej, który go tym oryginalniejszym przy wzniosłych myślach czyni i charakteryzuje; [Elsner] chciałby, żeby Ci to pozostało". Równocześnie próbuje przekazać argumenty Elsnera za poszerzeniem środków kompozytorskich: "p. Elsner nie chce Cię widzieć tylko kompozytorem fortepianowym i egzekutorem sławnym, bo to łatwiejsze i mniej znaczy jak operę pisać. [...] Ty masz [zająć] miejsce między Rossinim, Mozartem itd. Twój geniusz nie ma osiąść na fortepianie i koncertach, Ty z oper masz się unieśmiertelnić".

Grudzień. Do Paryża napływa coraz więcej popowstaniowych emigrantów. Chopin spotyka się z F. Morawskim, Bonawenturą Niemojewskim, Andrzejem Plichtą, Ludwikiem Platerem, braćmi Wodzińskimi, Joachimem Lelewelem. Ktoś przywozi mu z kraju wiadomość o planowanym małżeństwie Konstancji Gładkowskiej, ze znanym mu z Warszawy ziemianinem, Józefem Grabowskim. Reakcja: "to nie przeszkadza afektom platonicznym". Siostra Ludwika martwi się, że zapomniał o Aleksandrynie de Moriolles: "czy ona istotnie nie zasługuje na Twoje afekcje?" Tytusowi Woyciechowskiemu zdradza, iż awanse czyni mu młoda wychowanka Johanna Petera Pixisa ("na mnie patrzy lepiej, jak na niego!"), by zakonkludować: "Jak Ci się podoba? Ze mnie séducteur!"

W Wiedniu, u Pietro Mechettiego, ukazuje się Polonez C-dur op. 3 na fortepian i wiolonczelę. Maurycy Schlésinger zamawia u niego wariacje na temat z Roberta Diabla, również w układzie na fortepian i wiolonczelę; kompozycja powstanie we współpracy z wiolonczelistą Augustem Franchomme’em, przyjacielem do lat ostatnich.

7 grudnia. W 49. numerze lipskiej "Allgemeine Musikalische Zeitung" pamiętna recenzja Roberta Schumanna z Wariacji B-dur op. 2 na temat z Don Juana, zatytułowana Ein Opus II. Pada słynne zdanie: "Hut ab, ihr Herren! ein Genie". Beletrystycznie ujęty tekst przynosi pierwszą z semantycznych interpretacji utworów Chopina: "a potem to piękne adagio w b-moll, przepowiadające niejako Don Juanowi karę piekła! Jakże trafnie oznacza potem rozkwitłe B-dur pierwszy całus miłości. Wszystko to jednak niczym w porównaniu z częścią ostatnią, Finale alla polacca, ta część zawiera w sobie cały koniec Don Juana uciekającego przed piekielnymi mocami". Równocześnie recenzję z Wariacji pisze Friedrich Wieck, którego córka, Clara, gra je na koncercie dworskim. Prawdopodobnie właśnie ta recenzja, opublikowana w mogunckiej "Caecilii", jeszcze silniej "programowa", wywołuje ironiczną reakcję Chopina: "umierać z imaginacji Niemca..."

12 grudnia. Do Tytusa Woyciechowskiego: "Trzeba Ci wiedzieć, że już tu mam między artystami ogromne imię". Wszczyna starania o danie koncertu 25 grudnia; usiłuje zapewnić sobie udział wielu znanych artystów, montuje wielki, interesujący program; "śpiewaczki najtrudniej było dostać". Nie przyjmuje propozycji Kalkbrennera: "Powiedziałem mu, że wiem, ile mi nie dostaje, ale że go nie chcę naśladować i 3 lata [to] za dużo".

14 grudnia. Do Józefa Elsnera: "Trzy lata jest za wiele! [...] Mam tyle pojęcia, że nie będę kopią Kalkbrennera: nie zdoła on zatrzeć zbyt śmiałej może, ale szlachetnej chęci i myśli: utworzenia sobie nowego świata; i jeżeli pracować będę, to dlatego, żeby na tym mocniejszych nogach się postawić". Z dowcipem i z poczuciem realizmu odpowiada na sugestie i namowy Elsnera dotyczące twórczości operowej: "Roku 1830, lubom widział [...] jak mi daleko do sprostania któremukolwiek ze wzorów, które miałem w Panu, śmiałem jednakże sobie pomyśleć: [...] jeżeli nie Łokietek, to może jaki Laskonogi wyjdzie z mojej mózgownicy. Ale dziś widząc tego rodzaju wszelkie nadzieje zniweczone, przymuszony jestem myśleć o torowaniu sobie drogi w świecie jako pianista, odkładając tylko na niejaki czas wyższe widoki artystyczne". W motywacji: liczni paryscy kompozytorzy czekający bezskutecznie „przedstawienia oper, symfonii, kantat swoich, które tylko Cherubini i Lessueur na papierze widzieli”. Krytycznie o profesorach Konserwatorium: Antonin Reicha "nie lubi muzyki: nawet na koncertach Konserwatorium nie bywa; nie chce z nikim o muzyce rozprawiać; na swoich lekcjach tylko na zegarek patrzy itd.; toż samo Cherubini. [...] Są to, ci panowie, suszone pupki..." Natomiast zachwyt operą: trzema orkiestrami (Akademii, opery włoskiej, Teatru Fédeau) i śpiewakami ("tu dopiero można się dowiedzieć, co to jest śpiew").

25 grudnia. Koncertu nie udaje się zorganizować; został przeniesiony na styczeń. W obszernym liście do Woyciechowskiego: realistyczne obserwacje, wiadomości, plotki, wyznania. Interesuje go wszystko. Obyczaje: "Dziwny to lud, jak wieczór przyjdzie – nic nie słyszysz jak tylko wykrzykniki tytułów nowych książeczek ulotnych i czasem 3, 4 arkusze drukowanego głupstwa za sousa kupisz. A to L'an de faire des amants et de les conserver ensuite, Les amours des prétrès [...] i tysiączne podobne tłustości, czasem bardzo dowcipnie pisane”. Sytuacja społeczna: "tu teraz wielka bieda, pieniędzy mało kursuje [...] i nieraz słyszysz odgrażającą rozmowę na durnia Filipa. [...] Niższa klasa jest zupełnie rozjątrzona – i co moment radzi, by zmienić stan swojej nędzy, ale na nieszczęście, zbyt wiele ostrożności rząd ma na takowe rzeczy i najmniejsze zebranie na ulicy się pospólstwa żandarmerią konną rozpędza". Polityka: "tu każda partia polityczna inaczej się nosi. [...] Karliści mają zielone kamizelki, republikanie i napoleoniści, to jest właśnie ta jeune France – czerwone, saintsimoniści, czyli nowi chrześcijanie, tworzący oddzielną religię i mający już ogromną liczbę prozelitów, którzy są także za równością, noszą się niebiesko itd., itd." Sprawy polskie: z niezwykłą plastycznością, barwnością i zaangażowaniem opisuje przebieg obserwowanej ze swego balkonu demonstracji młodych Francuzów na rzecz polskich powstańców i generała G. Ramorino. Zaczęło się od "krzyku i wołania vivent les Polonais!", potem nastąpiło brutalne rozpędzanie zgromadzenia tłumów ("aresztują wolny naród – strach"), na koniec: "jużem się cieszył, że może się co zrobi, ale to wszystko się skończyło na zaśpiewaniu ogromnym chórem około 11 w nocy Allons enfants de la patrie. Jakie na mnie wrażenie zrobiły te groźne głosy nieukontentowanego ludu – ani pojmiesz!" Spodziewał się nazajutrz "kontynuacji tej emeuty, jak oni tu zowią, ale durnie cicho do dziś dnia siedzą". Ujęcia poważne przeplatane spojrzeniem parodysty: "i włazi jakieś coś z wąsiskami, duże, wyrosłe, tęgie – siądzie do fortepianu i samo nie wie co, improwizuje, wali, tłucze bez sensu, rzuca się, przekłada ręce, z pięć minut na jednym klawiszu grzechoce ogromnym paluchem, który gdzieś tam na Ukrainie do ekonomskiego batoga i lejc był przeznaczony. Masz portret [Wojciecha] Sowińskiego. [...] Jeżelim mógł kiedyś sobie szarlatanizm albo głupstwo w sztuce wystawić, to nigdy tak doskonale, jak teraz. [...] Uszy mi czerwienieją – wypchnąłbym za drzwi, a muszę menażować. [...] A czym mi najwięcej krwi napsuje, to zbiorem swoich karczemnych, bez sensu, najgorzej akompaniowanych, bez najmniejszej znajomości harmonii i prozodii układanych śpiewek z zakończeniami kontredansowymi, które on zbiorem polskich pieśni nazywa". Następuje słynna refleksja: "Wiesz, ile chciałem czuć i po części doszedłem do uczucia naszej narodowej muzyki – zatem miarkuj, jak mi przyjemnie – kiedy on czasem to tu, to tam złapie coś mojego, czego piękność często na akompaniamencie zależy – i karczemnym, szenkatryno-gęgetowsko-organowym parafialnym gustem zagra, i nic nie można powiedzieć, bo więcej nad to, co złapał, nie pojmie". W tłumie ludzi czuje się samotny: "nie uwierzysz, jakmi smutno, że nie mam komu się wyjęzyczyć. [...] Znajomości mam po uszy, ale z nikim razem westchnąć nie mogę. Zawsze jestem, co się tyczę uczuć moich, w synkopach z innymi". Nie pomaga zachwycenie spotkanym na balu bóstwem "z różą w czarnych włosach". Starczy list z Polski, by "wszystko modernę" wyszło mu z głowy. "Wesoły jestem zewnątrz, szczególniej między swoimi (swoimi nazywam Polaków), ale w środku coś mnie morduje – jakieś przeczucia, niepokoje, sny albo bezsenność – tęsknota – obojętność – chęć życia, a w moment chęć śmierci – jakiś słodki pokój, jakieś odrętwienie, nieprzytomność umysłu, a czasem dokładna pamięć mnie dręczy. Kwaśno mi, gorzko, słono, jakaś szkaradna mieszanina uczuć mną miota! Głupszym niż kiedy."


Galeria fotografii »
 
mini mini
mini mini