KALENDARIUM ŻYCIA CHOPINA KALENDARIUM ŻYCIA CHOPINA

Rok 1826 Rok 1826

Początek roku. Według niektórych przypuszczeń, komponuje Marsza żałobnego c-moll (WN 11).

12 lutego. W liście do Jana Białobłockiego relacja z manifestacyjnego pogrzebu Stanisława Staszica: "To tylko Ci wspomnę, że akademicy nieśli go od Ś-go Krzyża aż do samych Bielan, gdzie chciał być pochowanym; że Skarbek miał mowę przy grobie, że trumnę jego obdarli z miłości i entuzjazmu i że na pamiątkę i ja mam kawałek kiru, którym były pokryte mary, na koniec, że 20 tysięcy ludzi aż do miejsca ciało odprowadzało". List pisze w łóżku, chory na "katarową afekcję". "Pijawki mi stawiali na gardło, bo mi gruczoły popuchły".

15 maja. Wybiera nuty dla Białobłockiego: "zbiór arii i innych kawałków Rossiniego na sam fortepian dobrze bardzo przełożonych", Polonez Kaczkowskiego, "bardzo dobry, piękny, słowem do słuchania i delektowania się", walce Aleksandra Rembielińskiego ("powinny Ci się podobać").

Około 20 czerwca. Do Jana Białobłockiego: "Głośno słychać, że za dwa lub trzy tygodnie dadzą Freischütza; ile mi się zdaje Freischütz w Warszawie wiele narobi hałasu [...] Albowiem wiele to już jest, kiedy nasza opera sławne Webera wystawić potrafi dzieło. Jednakże zważając na cel, do którego Weber dążył w Freischützu, jego osnowę niemiecką, ową dziwną romantyczność, nadzwyczaj wyszukaną harmonię, Niemcom szczególniej do gustu trafiającą, wnieść można, iż publiczność warszawska, przyzwyczajona do lekkich Rossiniego śpiewów [...] nie tyle z przekonania, ile idąc za głosem znawców, dlatego chwalić będzie, że wszędzie Weber chwalony". Postscriptum nostalgiczne: "Jeżeli zobaczysz Szafarnię, Płonne, Gulbiny, Radomin, Ornówek, wspomnij moje imię..."

27 lipca. Z pochwałą kończy naukę w Liceum Warszawskim. Nie bez pewnego rozczarowania, bowiem wobec nowych przepisów formalnych, jako "jednoroczny", w VI klasie nie został dopuszczony do oczekiwanej "maturitas", niezbędnej do studiów uniwersyteckich, nie wymaganej w Szkole Głównej Muzyki. Jak napisze Białobłockiemu: "do Liceum nie chodzę. Albowiem głupstwem by było siedzieć z musu 6 godzin na dzień [...] drugi raz tego samego słuchać, kiedy tymczasem czego innego przez ten rok nauczyć się można". W trzech latach nauki w Liceum przyjaźnił się z Dominikiem Dziewanowskim, Janem Matuszyńskim, Wilhelmem Kolbergiem, Tytusem Woyciechowskim, Dominikiem Magnuszewskim i Julianem Fontaną; zetknął lub zbliżył z Konstantym Gaszyńskim, Stanisławem Koźmianem, Konstantym Pruszakiem, Alfonsem Brandtem, Józefem Reinschmidtem. Równolegle z Chopinem uczyli się ponadto m.in.: Franciszek Wężyk, Edward Stolpe, Mieczysław Potocki.

Koniec lipca. Na przedstawieniu Sroki złodziejki Rossiniego. Na temacie opery oparte zostało trio Poloneza b-moll (WN 12), dedykowane "pożegnalnie" Wilhelmowi Kolbergowi ("Wilusiowi").

28 lipca. Wyjazd do Dusznik wraz z matką i siostrami – Ludwiką i Emilią. Trasa dyliżansu biegła przez Błonie, Sochaczew, Łowicz, Kutno, Kłodawę, Koło, Turek, Kalisz, Ostrów, Międzybórz, Oleśnicę, Wrocław, Niemczę, Ząbkowice i Kłodzko.

2 sierpnia. Na kuracji w Dusznikach, trwającej do 11 września: pije "serwatkę i wody tutejsze", chodzi nieśmiało "po górach, którymi Reinertz [Duszniki] otoczone, często zachwycony widokiem tutejszych dolin", słucha "kiepskiej dętej muzyki", która "przygrywa wolno spacerującym Kurgästom".

11 (12?) i 16 sierpnia. Koncertuje na cel dobroczynny. "Kurier Warszawski" donosił 22 sierpnia: "Gdy kilkoro dzieci przez śmierć ojca do wód na kurację przybyłego, sierotami stały się, P. Chopin, ośmielony przez osoby talent jego znające dał 2 koncerta na dochód tychże, co jemu wiele chwały, a tym nieszczęśliwym wsparcie przyniosło".

29 sierpnia. Do Józefa Elsnera: "Świeże powietrze i serwatka, którą pijam skwapliwie, tak mię postawiły na nogi, że jestem całkiem inny niż w Warszawie. Wspaniałe widoki, jakie roztacza Śląsk czarują i zachwycają mnie, lecz mimo wszystko brak mi jednej rzeczy, której wszystkie piękności Dusznik nie mogą zastąpić, to jest dobrego instrumentu".

13–15 września. W drodze powrotnej zatrzymuje się we Wrocławiu. Poznaje kapelmistrza Józefa Ignacego Schnabla i organistę F. Wilhelma Bernera: wspólne muzykowanie.

Lata studiów kompozytorskich, 1826–1829

1826 Wrzesień. Zapisuje się na pierwszy rok Szkoły Głównej Muzyki, kierowanej przez rektora Józefa Elsnera, wchodzącej – jako oddział Sztuk Pięknych – w skład Uniwersytetu Warszawskiego, na kompozycję. Wśród kolegów: Ignacy Feliks Dobrzyński, Józef Nowakowski, Napoleon Tomasz Nidecki, Józef Stefani, Józef Linowski. Równocześnie, pod opieką doktorów F. Roemera i W. Malcza, przeprowadza kurację uzupełniającą po Dusznikach. "Idę spać o 9-tej. Wszystkie herbaty, wieczory, baliki w łeb wzięły. Piję wodę emetyczną z rozkazu Malcza i klejem owsianym się pasę quasi koń". Wraz z Tytusem Woyciechowskim zaczyna uczęszczać prywatnie na lekcje języka włoskiego, udzielane im przez nauczyciela Szkoły Aktorskiej, Rinaldiego.

2 października. Do Jana Białobłockiego: "Tym końcem chodzę do Elsnera na kontrapunkt ścisły 6 godzin na tydzień; słucham Brodzińskiego, Bentkowskiego i innych, w jakimkolwiek związku będących obiektów z muzyką". Prawdopodobnie uczęszcza również na wykłady Ludwika Osińskiego z retoryki i deklamacji oraz na lekcje "śpiewu wyższego" prowadzone przez Walentego Kratzera. W oczach starszego kolegi, Aleksandra Jełowickiego, był to czas, kiedy "Uniwersytet Warszawski miał przeszło 1200 uczniów [...] i wielu dobrych nauczycieli. Wykład literatury polskiej był najświetniejszy, a było do niego dwóch nauczycieli: szumny Osiński i serdeczny Brodziński; pierwszy był wyrazem zapleśniałej starzyzny, drugi wyrazicielem wzrastającego postępu. Brodziński dopiero nabywał sławy, cichy, spokojny, czuły, żołnierz i poeta; Osiński zarozumiały, nadęty, dowcipniś i wierszopis, a tak roztrąbił swoją sławę przesadnym czytaniem na tempa, że pierwszy raz przychodziło się na jego wykład jak do wyroczni, jak na posłuchanie do mocarza wszystkich rozumów. Na wykład Brodzińskiego szło się jak do poufałego przyjaciela, a wychodziło zawsze z sercem rozczulonym i ze łzą w oku". W tymże czasie Kazimierz Brodziński publikuje esej O pieśniach ludu. W Warszawie aresztowania pośród członków Narodowego Towarzystwa Patriotycznego.

16 grudnia. "Gazeta Polska" donosi o improwizowaniu przez Chopina na choralionie, instrumencie wynalazku Brunnera: "Wszyscy obecni słuchali z zachwyceniem przemawiających do uczucia czarujących tonów i równie biegłość wirtuoza, jak doskonałość wynalazku uwielbiali". W końcu roku, jako jeden z pierwszych utworów napisanych na studiach u Józefa Elsnera, powstało Rondo à la Mazur F-dur op. 5; powtarza w nim Chopin formułę stylistyczną wprowadzoną przez nauczyciela.


Galeria fotografii »
 
mini mini
mini