Listy Chopina Listy Chopina

Do Ludwiki Jędrzejewiczowej w Warszawie

[Chaillot], poniedz., 25 czerwca 1849

Nadawca: Fryderyk Chopin (Chailot)

Adresat: Jędrzejewiczowa Ludwika (Warszawa)


[Chaillot], poniedz., 25 czerwca 1849

Moje Życie.

Jeżeli możecie, to przyjedźcie. Słaby jestem i żadne doktory mi tak, jak Wy, nie pomogą. Jeżeli pieniędzy Wam brak, to pożyczcie; jeżeli będę lepiej, to łatwo zarobię i oddam temu, kto Wam pożyczy, ale teraz za goły jestem, żeby Wam posyłać. Moje mieszkanie tutaj w Chaillot jest dosyć duże, żeby Was choć z 2 dziećmi przyjąć. Ludka mała by sprofitowała z wszech względów. Kalasanty ojciec biegałby cały dzień - wystawa płodów obok - słowem, miałby więcej jak dawniej wolnego dla siebie czasu, bom słabszy i więcej z Ludwiką w domu siedzieć będę.

Moi przyjaciele i dobrze życzące mnie osoby znajdują najlepszym dla mnie lekarstwem przybycie tutaj  L u d w i k i, jak to z listu p. Ob[reskow] zapewne Ludwika się dowie. Więc starajcie się o paszp[ort]. Jak mi dziś osoby - jedna z północy, druga z południa mówiła, osoby, które Ludwiki nie znają - powiedziały, że to nie tylko mnie zdrowo, ale siostrze być zdrowo powinno. Więc przywieźcie, matko Ludwiko i córko Ludwiko, naparstek i druty, dam Wam chustki do znaczenia i pończochy do robienia i spędzicie tu na świeżym powietrzu parę miesięcy ze starym bratem i wujem. Teraz też podróż łatwiejsza. Dużo pakietów nie trzeba. Tutaj się, jak będziemy mogli, tanio obywali. Mieszkanie i jedzenie znajdziecie. Nawet jeżeli czasem Kalasantemu z Elizejskich pól daleko do miasta, będzie mógł w Square d'Orléans, w moim stać mieszkaniu. Omnibusy chodzą od samego Squaru aż do samych drzwi tutaj. Nie wiem sam, dlaczego tak mi się Ludwiki chce, ale to tak, jak żebym  b y ł a  przy nadziei. Zaręczam, że dla niej także to dobrze będzie. Mam nadzieję, że konsylium familijne mi ją przyśle; kto wie, czy jej nie odprowadzę, jeżeli pozdrowieję. Dopiero byśmy się wszyscy uścisnęli, jak to już pisałem, tylko jeszcze bez peruk i z zębami. Zawsze to żona mężowi  p o s ł u s z e ń s t w o  winna, więc to męża trzeba prosić o to, żeby żonę przywiózł. Więc ja go bardzo o to proszę, a jeżeli rozważy, to pewnie ani jej, ani mnie większej nie zrobi przyjemności i użyteczności, nawet dzieciom, jeżeli które przywiezie (o córeczce ani wątpię). Pieniądze się ekspensują, to prawda, ale nie można lepiej użyć ani też taniej wojażować. Raz na miejscu znajdzie się dach. Napiszcie mi słowo wkrótce. Pani Ob[reskow], co była tyle łaskawa, że miała pisać (dałem adres Ludwiki), może więcej przekona. Panna de Roz[ières] także się dopisze i Cochet także by się dopisał, bo mnie pewno wyzdrowiałego nie zastał. Jego eskulap już od 10 dni nie był, bo się spostrzegł nareszcie, że jest coś nad jego sciencję. Jednakże bardzo go chwalcie Waszej lokatorce i innym, co go znają, i powiedzcie, że bardzo mi wiele dobrego zrobił, ale że ja taka głowa, że jak tylko trochę lepiej, tak już kontent jestem; że wszyscy znajdują, że na cholerę tu wiele osób wyleczył.

Cholera już bardzo ustaje, prawie już nie ma. Dziś piękna pogoda, siedzę w salonie i admiruję mój widok na cały Paryż: wieżę, Tullerie, Izbę, St. Germ[ain], l'Aux[errois], St. Etienne du Mont, Notre-Dame, Panteon, St. Sulpice, Val-de-Grâce, Inwalidy, z 5-ciu okien i same ogrody między nami. Zobaczycie, jak przyjedziecie. Teraz o paszport i o pieniądze ruszcie się prędko a powoli. - Napiszcie mi zaraz słowo. Wszakże i cyprysy mają swe kaprysy: mój kaprys dziś jest Was tu widzieć. Może P. Bóg pozwoli, że będzie dobrze, a jeżeli P. Bóg nie da, to przynajmniej róbcie, jak żeby Pan Bóg miał pozwolić. Dobrej nadziei jestem, bo rzadko wiele żądam i  o d  t e g o  byłbym się wstrzymał, gdybym nie był pusowany przez wszystkich, którzy mnie dobrze życzą. Rusz się, panie Kalasanty, to Ci dam doskonałe cygaro duże za to; znam kogoś, co sławne pali, nb. w ogrodzie. Mam nadzieję, że mój list na imieniny Mameczki doszedł i mnie nie brakowało. Nie chce mi się myśleć o tym wszystkim, bo to aż gorączka bierze; a nie mam gorączki z łaski P. Boga, co wszystkich zwyczajnych doktorów derutuje i gniewa.

Wasz brat przywiązany, ale słaby
Ch.

26 czerwca

Nadawca Adresat