Listy Chopina Listy Chopina

Do Wojciecha Grzymały

[Chaillot], poniedziałek, 18 [czerwca 1849]

Nadawca: Fryderyk Chopin (Chailot)

Adresat: Grzymała Wojciech (Paryż)


Jakże się masz — myślę, że Ci wieś fizycznie przynajmniej posłuży. — Nie wyjeżdżam — tylko czasem do boru bulońskiego — jestem mocniejszy, bom się podjadł i odrzucił lekarstwa — ale tak samo dyszę i kaszlę, tylko że znoszę łatwiej. — Grać jeszcze nie zacząłem — komponować nie mogę — nie wiem, jakie siano będę jadł niedługo. — Wszyscy wyjeżdżają — jedni ze strachu cholery, drudzy ze strachu rewolucji. — Panna de Rozières także ze strachu do Wersalu się wyniosła, ale już wróciła. — Angielki do St.Germ., Obresk[off] St. Germain. Pot[ocka] dawno w Wersalu, nie widziałem. — Jestem także bez Garde malady[1] 2-gi tydzień. — X-żna Czar[toryska] odwiedziła mnie; nie chcąc, żebym sam był w nocy, przysyła mi panią Matuszewską, co u X-żny Róży za niańkę była. Był i X-żę i pytał się o Ciebie. — Nie wiem, czyś komu kazał powiedzieć, żeś u wód, ale nie wiedząc o tym, powiedziałem mu, żeś na wsi — a on mi powiedział, że mu mówili, żeś u wód. — Kalkbrenner umarł, syn starszy De la Rocha w Wersalu umarł. Franchommowi służąca dobra bardzo umarła. W Cours d'Orléans nie było śmierci, tylko mały Etienne chorował śmiertelnie. — W ten moment przyjechały Szkotki — między nowinami mówiły o Noalsie, że zdrowszy, na co ja, że król Ch. Albert w Lizbonie umarł. — One mnie zaduszą nudami. Moje mieszkanie opuszczam z końcem miesiąca i wracam do Squaru, bo nie można inaczej. — Cochet wrócił. Mój Dr Fraenkel — ani się od niego dowiedzieć, czy gdzie do wód albo na południe jechać — swoją tyzannę znów odjął, dał inne lekarstwo, znów go nie chce — a jak się o higienę pytam, powiada, że mi regularne życie niepotrzebne. — Słowem, do czubków głowa. Żart na stronę —dobry bardzo, może konsultacyjny doktor — jak np. Koreff — ale suite[2] w głowie nie ma — tak jak Koreff. Panna Lind była — śpiewała jednego wieczora u mnie — była pani Pot[ocka], Beauv[eau], Rotsch[ild] — i już pojechała — do Szwecji przez Hamburg. Pani Catalani, z którą się tutaj poznała w wigilię jej wyjazdu, na cholerę umarła. Cichowskiego raz tylko widziałem — jak Ci pisałem. — Do miasta daleko — to tylko albo ci, co mnie bardzo kochają, jak np. Franch[omme], albo co blisko mają kochanych, jak np. X-stwo., czasem nawiedzą. Dziś także był Pleyel — poczciwy. — Gutmanna z całym sercem, po 10-eiu dniach nie widziałem — ażem się zląkł, czy nie chory, ale mi napisał, że zdrów. — Choroba już w mieście ustaje. — Delacroix na wsi od tygodnia. — Daj mi słowo o sobie. — Ściskam Cię serdecznie. Twój Ch. [Chaillot], poniedziałek, 18 [czerwca 1849] 


[1] Garde malady (z fr. garde malade) — pielęgniarka.
[2] Suite — porządek, logiczność.
Nadawca Adresat