Listy Chopina Listy Chopina

Izabela Chopin do Fr. Chopina w Paryżu

 

Nadawca: Chopin Izabela

Adresat: Fryderyk Chopin (Paryż)


Mój kochany Fryderyku, odebraliśmy list od Ciebie wczoraj, właśnie na sam dzień Imienin, ucieszył nas mocno z Tobą, którego rysy nie są tak wyraźne jak w miniaturze, co Jacques malował. Ludwika jeszcze nie widziała tego, chociaż wczoraj wszyscy byliśmy u nich wieczór na chrzcinach małego Henrysia, którego Papa z Pruszakową w jedną, a Tabęcki z Krzysztofowiczową w drugą parę do chrztu trzymali. Ładny dzieciak; było wiele gości w ich małym pomieszkaniu, był Tytus z bratem, obydwa są w Warszawie; Tytus tu długo zabawi, bo siostra jego także na zimę do miasta przyjechała. Mleczkowa Ci się kłania i chociaż się malowanym Tobą onegdaj cieszyła (bo u nas, jak zwykle w wigilią imienin, była z mężem i matką), kazała Ci napisać, że wolałaby Cię, żebyś przyjechał. Jej mała Marynia ładna dziecina. Ludwika coraz to lepiej wygląda. Dała się malować z malcem na imieniny Papie; jest podobna, ale nie bardzo, podług mnie, ale Papa znajduje wielkie podobieństwo. Ziemięcki ją malował, sam się ofiarował. W przyjaźni żyją, więc nie można było odmówić. Ten bilecik oddam własnoręcznie, ale już przez nas nie odbierzesz odpowiedzi i proszę Cię, nie podejmuj się więcej, tego Ci nawet za złe wziąć nie będą mogli. W tej chwili przyszedł Now[akowski] i znajduje też Ciebie nietrafionego; chociaż poznał, że to ty, ale znajduje cię do Reichstala podobnym. Mój drogi, nie odbierzesz dziś listu od Ludwiki, bo po wczorajszym wieczorze trudno; ale nie chcemy się już zatrzymywać dłużej, żeby Cię niespokojności nie nabawić, chociaż w istocie nie masz się co o nas turbować. Nie myśl jednak, żebyśmy się tu bawili; nie, mój kochany, to są tylko nadzwyczajne przypadki. Mój drogi, ja nie wiem, co pisać. Now[akowski] na lekcję czeka, a poczta odchodzi. Pan Michał na wczoraj przyjechał. O mój drogi Frycu, uczę się etiudów i pierwszego sola z Koncertu, cóż Ty na to? To już za wiele śmiałości, nieprawda? Ale to wszystko w nadziei, że jak Ty pannie Lambert w nagrodę zagrałeś Koncert, czyli słuchałeś jej, tak i mnie to spotka. Trzeba być głupią, żeby takie tworzyć sobie iluzje, ale czym by było nasze życie bez nich! A ja w istocie wzdycham ciągle, wzdycham do tego połączenia, jak to dawniej było; ale to na próżno, zawsze tylko cząstka razem być może! Żeby przynajmniej, kiedy nie pod jednym dachem, to przynajmniej w jednym żyć miejscu, nie w takim ciągłym utęsknieniu jak teraz! Bywaj zdrów, idę na lekcję. Wszyscy Cię znajomi całują. P. Michał dopisuje się. Daj buzi kochającej Cię Izabeli. Mój kochany, ja znów wracam do listu. Piszesz o tym, że Twoje amory tu. Pókiś Ty milczał, i ja także; ale ja o nich wiem i wierzę, i razem z Tobą dziwię się, jak można być tak nieczułą. Pałac widać miał większe powaby, ale widać Tyś źle interesa robił; ale dobry gust, czucie! Ach, czucie! ale widać tylko w śpiewie, na Tobie dowód. Tymczasem daj buzi, już się śpieszę.

Nadawca Adresat