KOMPOZYCJE kompozycje

Polonez fis-moll incypit

Gatunek: Polonez

Tonacja: fis-moll

Opus lub numer Wydania Narodowego: op. 44

Data powstania: 1840 - 1841

Wg Paderewskiego: VIII/5

Wg Turło: 154

Obsada: fortepian

Źródła rękopiśmienne:

Polonez fis-moll; Brak autografu lub kopii

 

Równocześnie z Preludium cis–moll op. 45 dojrzewała w Nohant latem 1841 roku kompozycja jakże odmienna: potężna rozmiarami, wyrażona bardziej rysunkiem niż barwą, ale przede wszystkim rytmem – ostrym, wyrazistym, zdecydowanym: Polonez fis–moll. Już w końcu sierpnia donosił Chopin wiedeńskiemu wydawcy, Mechetti’emu: „Mam w chwili obecnej rękopis do Pańskiej dyspozycji. Jest to rodzaj fantazji w formie Poloneza. Nazwę ją jednak Polonezem”.

Polonez powstawał w atmosferze napiętej. „Tutaj od kilku dni czas przeładny – pisał Chopin do Fontany znad rękopisu – ale co moja muzyka, to brzydka”. Pani Sand skarżyła się Marii de Rozières: „Przedwczoraj spędził cały dzień nie odzywając się do nikogo słowem. Czy ktoś go rozgniewał? Czy powiedziałam coś, co go zaniepokoiło?” W liście do doktora Gaubert relacja zyskała na barwie: „Chopin robi swoje, ale złości się na fortepian. Kiedy wierzchowiec nie spełnia jego rozkazów, wymierza mu potężne kuksańce, tak że biedny instrument aż jęczy: onac! A przy tym wydaje mu się, że próżnuje, kiedy nie ugina się pod brzemieniem pracy”.

Tak więc, jak się zdaje, Polonez fis–moll rodził się w pasji i trudzie. Jest pierwszym z trzech wielkich polonezów, w których Chopin porzucił dawną formułę poloneza choreicznego, wywiedzionego bezpośrednio z praktyki tanecznej. Nadszedł czas polonezów – poddanych swobodnej fantazji, heroicznych poematów. Parę momentów wprawić mogło w zadziwienie.

Po pierwsze samo zaczęcie, wprowadzenie, exordium, rodzenie się tematu, wynurzenie się z niskich rejonów klawiatury, bliższe jest idei scherza niż poloneza. Sam temat główny Poloneza przynosi oczekiwaną esencję tego, co polonezowe: wzniosłość, godność, ton heroiczny i rozmach gestu skierowanego w jasną i ostrą górę klawiatury. Lecz zaraz w następnych taktach pojawia się na jeden moment – jako kontrtemat – nieoczekiwany tu akcent liryczny. Temat dopełniający (w b–moll) kontynuuje znoszący wszelkie opory i przeszkody pęd oktaw ku górze. I następuje moment nowego zadziwienia: Chopin każe zabrzmieć z pełną siłą i pasją jednej formule brzmieniowej kilkadziesiąt razy. Może te właśnie brzmienia – dochodzące spoza drzwi salonu Chopina sprawiły na George Sand wrażenie owych kuksańców zadawanych fortepianowi?

Zadziwienie największe gotuje słuchaczowi partia, która w Polonezie fis–moll stanęła w miejscu dawnego tria. Nie ma wątpliwości: słuchamy już nie poloneza,mazurka. Rozbrzmiewa w jasnym i prostym A–dur – jak nostalgiczne wspomnienie z czasów dawnych i miejsc odległych. Dopowiedzenie głównego tematu mazurka odzywa się w tonie jeszcze silniej nabrzmiałym liryzmem. Oczywiście wraca polonez. Jego heroiczne rytmy i wzloty oktaw. Na koniec się ucisza i wygasa, by zaskoczyć protestem ostatniej nuty. Wśród pierwszych reakcji na utwór znajdujemy głos Franciszka Liszta. Głos słuchacza zadziwionego i spłoszonego zarazem. Słuchacza porażonego owymi taktami poprzedzającymi mazurkowe trio, przyprawiającymi, jak pisał, o „ponury dreszcz”. Zadziwionego potęgą samego poloneza i idyllicznością mazurka, „tchnącego – jak to określił – wonią lawendy i macierzanki” – ale wnoszącego do utworu gorzki kontrast i akcent ironiczny.

Co do tego miał Liszt z pewnością pełną rację, gdy pisał o polonezach Chopina: „Swym potężnym rytmem wstrząsają i elektryzują nas, wyrywając z wszelkiego odrętwienia”.

Autor: Mieczysław Tomaszewski
Cykl audycji "Fryderyka Chopina Dzieła Wszystkie"
Polskie Radio II


 
Opus

The Real Chopin »

Janusz Olejniczak

Polonez fis-moll op. 44
 
Galeria »
 
mini